127. Soylent – jedzenie przyszłości czy smutna szara papka?

Pamiętacie, jak jakieś dwadzieścia lat temu, gdy ludzkość podniecała się jeszcze lotami w kosmos niektórzy prorokowali, że w niedalekiej przyszłości nie trzeba będzie już nigdy przygotowywać posiłków?

Futuryści pisali, że zamiast przyrządzać obiad będziemy mogli po prostu połknąć tabletkę, która dostarczy nam wszystkich niezbędnych witamin i makroskładników i w dodatku zaspokoi każdy głód.

I co? Jajco – minęły dwie dekady a tu nadal na obiad trzeba rozmrażać mielone!

Celebracja posiłku? To strata czasu!

Jeśli chodzi o zdrowe odżywianie to można powiedzieć, że teoretycznie jestem w nim mistrzem. Tylko teoretycznie. Interesuje się różnorakimi dietami, wiem co zawiera za dużo węglowodanów, gdzie czają się złe tłuszcze typu trans, co można ze sobą łączyć a jakich połączeń należy unikać. Ale mam z tym wszystkim jeden mały problem… Nie cierpię gotować, przygotowywać ani szykować jedzenia. Zamiast przeznaczyć rano dziesięć minut na przygotowanie pożywnych kanapek/sałatki/czegokolwiek – wolę w biegu schwycić pączka czy zjeść paczkowaną wędlinę – na sucho, bez niczego – byle by tylko nie zajmować się szykowaniem sobie posiłku.

jedzenie w biegu

czy wasze posiłki też często tak wyglądają?

Jeśli dodać do tego pracę po godzinach i częste podróże służbowe, podczas których po prostu nie mam czasami możliwości aby zatrzymać się na obiad i muszę zabijać głód słodyczami albo fast foodem – to idea kilku tabletek, które zastąpiły by mi śniadanie, obiad i kolację staje się coraz bardziej kusząca.

I wszystko wskazuje na to, że również coraz bliższa – bo oto w Ameryce (no gdzieżby indziej) niedawno dopuszczono do sprzedaży…

Soylent – jedzenie przyszłości

Wygląda na to, że nie tylko ja uważam przygotowywanie posiłków za totalną stratę czasu. Podobnego zdania jest też Rob Rhinehart – do niedawna programista, a teraz założyciel firmy, która produkuje pierwszy dopuszczony do sprzedaży w USA kompleksowy substytut jedzenia dla dorosłych – Soylent.

Wielkie pomysły najczęściej wynikają z przypadku lub potrzeby chwili. Nie inaczej było i tym razem – po upadku jego poprzedniej firmy Rob stanął przed smutnym faktem – nie starczało mu pieniędzy aby kupować sobie coś porządnego do jedzenia. Ta kiepska życiowa sytuacja w połączeniu z jego niechęcią do gotowania oraz brakiem zmywarki (tak, wiem, problemy pierwszego świata) doprowadziła do zakiełkowania w jego głowie pomysłu – a co, gdyby wszystkie potrzebne do życia składniki zacząć spożywać w postaci jednego, prostego w przygotowaniu i na dodatek taniego koktajlu?

I tak właśnie narodziła się idea Soylentu.

Po wielu tygodniach prób i testów na samym sobie – pomysł przerodził się w produkt. Wystarczyło już tylko wymyślić chwytliwą nazwę. Rhinehart zapożyczył ją z filmu – Soylent Green (Zielona pożywka). Co prawda w filmie okazuje się, że tytułowa pożywka jest robiona z…. ale nie będę robił spoilerów. Wystarczy powiedzieć, że nazwa zapada w pamięć.

soylent opakowanie polska

Rob Rhinehart i jego dziecko zamknięte w estetycznej torbie.

Kalorie i makroskładniki

Gdy byliśmy mali, dorośli powtarzali nam wiele żywieniowych sloganów:

trzeba jeść mięso, od mięsa się rośnie!

owoce i warzywa mają dużo witamin,musisz je dokończyć!

Pij mleko, będziesz miał mocne kości

Każdy z was na pewno nie raz słyszał te i wiele innych prawd żywieniowych od swoich rodziców.

Przyzwyczailiśmy się brać te słowa za pewnik, kulturowo – żywieniowy archetyp. A co, gdyby okazało się, że te wszystkie pokarmy wcale nie są nam potrzebne? W końcu mięso to (w dużym uproszczeniu) przede wszystkim białko i tłuszcze, warzywa to błonnik i witaminy, owoce również, z tą różnicą, że zawierają jeszcze węglowodany i sporo wody.

Więc czy życie nie stało by się prostsze, gdyby po prostu kupić te wszystkie składniki w postaci proszków i tabletek, zmiksować razem a następnie wypić jak milkshake’a? Albo jeszcze lepiej – zamiast męczyć się z odmierzaniem właściwej ilości składników kupić po prostu gotowy proszek i zalać go wodą? Szybciej, prościej, taniej – czego chcieć więcej. Organizm dostaje potrzebną dawkę kalorii (energia) i makroskładników (białko, węglowodany, tłuszcz) a wraz z nimi potrzebne do regulacji życiowych procesów witaminy i minerały.

soylent tak wygląda

tak właśnie wygląda pełnowartościowy, zbilansowany posiłek

Zamiast wstawać rano i męczyć się ze śniadaniem można po prostu przygotować porcje Soylentu, wypić ze smakiem a zaoszczędzony czas poświęcić na coś przyjemniejszego. Na przykład na spanie. Zamiast po pracy męczyć się z obiadem a później z naczyniami, które czekają w zlewie jak wyrzut sumienia – szklanka Soylentu załatwi sprawę. A godzina (lub dwie) zostaje na przyjemniejsze zajęcia. Albo przynajmniej na nicnierobienie. Zawsze to lepsze niż obieranie ziemniaków.

Soylent? a z czym to się je?

I tutaj zawiera się właśnie całe piękno Soylentu. Z niczym.

Przygotowując kupiony Soylent (lub przyrządzając go wcześniej samemu, ale o tym za chwilę) miesza się po prostu miarkę suchego proszku z miarką mieszanki oleju rzepakowego i rybnego. To wszystko zalewamy wodą, miksujemy i… koniec. Gotowy posiłek już czeka w szklance. Prawda, że to proste?

Co więc składa się na ten tajemniczy proszek, który po zmieszaniu z olejem i wodą ma zastąpić wszystkie posiłki?

Po pierwsze – czyste węglowodany czyli MALTODEKSTRYNA – Cukier prosty, produkowany ze skrobi ziemniaczanej, występujący w postaci łatwo rozpuszczalnego w wodzie proszku. W dużym skrócie można powiedzieć, że jest to coś w połowie drogi pomiędzy skrobią a cukrem. Jako składnik Soylentu odpowiada za dostarczenie organizmowi węglowodanów – czyli energii. W dziennej dawce mieszanki jest około 400 gram maltodekstryny.

Po drugie – BIAŁKO RYŻOWE – Roślinne białko, odpowiednie dla alergików, wegan i wegetarian. W Soylencie jest, jakże by inaczej – źródłem białka – czyli materiałem budulcowym. Dzienna dawka przyjęta podczas spożywania Soylentu to około 50 gram.

Po trzecie – MĄKA OWSIANA – czyli błonnik, węglowodany oraz miks witamin i minerałów. Nie zawiera glutenu, jest zdrowsza i bardziej wartościowa niż mąka z pszenicy. Jako składnik mieszanki ma dostarczać organizmowi część witamin i minerałów a także jest źródłem błonnika – który reguluje pracę jelit.

Po czwarte – OLEJ / OLIWA Z OLIWEK – w oryginalnej recepturze Soylentu jako źródło tłuszczu służy mieszanka oleju rybnego i rzepakowego, ale można ją bez problemu zastąpić oliwą z oliwek (dzienna porcja to 65 gram). Tłuszcze, podobnie jak węglowodany są dla organizmu źródłem energii.

Po piąte – WITAMINY I MINERAŁY – chociaż pozostałe składniki były pochodzenia naturalnego – w tym punkcie należy zwrócić się w kierunku sztucznych preparatów witaminowo – minerałowych. Zakupić je można w postaci tabletek (trzeba będzie je skruszyć) lub jako proszki, które dosypuje się potem do mieszanki.

dużo tabletek

garść tego, tego i jeszcze tego tego i tego i gotowe. A, zapomniałem, jeszcze odrobina tego. 

Pełny skład mieszanki, która znajduje się w oryginalnym Soylencie możecie znaleźć TUTAJ.

Po zmiksowaniu tych wszystkich składników razem otrzymujemy szaro – bury koktajl. Wygląda trochę jak błoto, smakuje podobnie. I tak oto powstał Soylent.

I jak to smakuje?

Niespecjalnie. Wrażenia tych, którzy próbowali Soylentu wahają się pomiędzy obrzydlistwem, smakiem lekarstwa a neutralnym smakiem. Bądźmy szczerzy – z połączenia skrobi, mąki, oleju i proszku z ryżu nie powstanie nic, czego smak może powalić na kolana. No chyba, że przed toaletą – w celu puszczenia szybkiego pawia. Trzeba jednak pamiętać, że ideą powstania Soylentu nie było zapewnienie spożywającym go osobom niesamowitych wrażeń smakowych. Ma on po prostu szybko, łatwo i tanio zaspokoić głód i dostarczyć substancji odżywczych.

soylent tak wygląda proszek

czy z czegoś co wygląda tak, może powstać posiłek, który zachwyci Modesta Amaro? Nie? może to i lepiej..

Zresztą, nic nie stoi na przeszkodzie, aby do oryginalnej receptury dodać składniki, które wzbogacą jej smak. Producent „oryginalnego” Soylentu założył nawet w Internecie stronę, na której wymieniają się przepisami na różne rodzaje mieszanki – wiele z nich zawiera różne smakowe dodatki.

Koniec z jedzeniem „normalnych posiłków”?

Ok, dobrze – skoro Soylent ma zastąpić normalne pożywienie, to co ze śniadaniem, obiadem i kolacją? Koniec? Nie będzie ich już NIGDY więcej?

Przecież gdyby tak było niedzielne obiadki z rodziną stały by się koszmarem. Dobrze pamiętam, że kiedy stosowałem dietę Atkinsa i odstawiłem całkowicie wszystkie źródła węglowodanów podczas rodzinnego obiadu musiałem za każdym razem wysłuchać wykładu, jak bardzo złe jest to co robię, że ziemniaczki trzeba jeść, że bez warzyw długo nie pociągnę, a tak w ogóle to jak można jeść tylko samo mięso.

A teraz wyobraźcie sobie, że musicie powiedzieć Babci, która pakuje wam na talerz solidną porcję schabowego, ziemniaków i surówki (bo przecież tak marnie wyglądacie!), że dziękujecie – obiad przynieśliście ze sobą. Tak, to ta butelka z szarą breją w środku.

APOKALIPSA!

A co ze spotkaniami ze znajomymi? Jak pogodzić wspólną pizzę z butelką pełną Soylentu? Nie da się.

Rob Rhinehart ma na ten temat swoje zdanie. Wg. niego – Soylent nie musi (chociaż jest to teoretycznie możliwe) całkowicie wypchnąć tradycyjnych posiłków z naszego życia. Jest on alternatywą dla posiłku – a nie jego substytutem na zawsze. Jeśli masz ochotę na pieczonego bażanta – you’re welcome – upychaj tego bydlaka do piekarnika! Ale gdy czas goni a lodówka ma w środku tylko światło – to porcja Soylentu będzie dużo lepszym rozwiązaniem niż batonik popity kawą.

Naturalnie, jeśli nie macie ochoty już nigdy w życiu skalać swoich rąk gotowaniem – taki scenariusz również jest możliwy. Twórca Soylentu żyje już na swoim produkcie ponad dwa lata, wyliczając, że zastępuje mu on ponad 90 % posiłków. W Internecie można znaleźć kilka ciekawych filmów, które pokazują, jak ludzie żyją „o samym Soylencie” miesiąc lub dwa – bez żadnych negatywnych skutków dla zdrowia czy samopoczucia.

(film ma polskie napisy – jeśli ich nie widzicie kliknijcie w ikonkę kartki pod filmem – tam można je włączyć)

Ale czy to jest zdrowe?

Całkowita rezygnacja z dziesiątek lat przyzwyczajenia do tradycyjnych posiłków wydaje się szokiem. Pomijam aspekty towarzyskie i kulturowe, które wraz z popularyzacją Soylentu (jeśli taka nastąpi) zapewne ulegną zmianie i coraz więcej ludzi zacznie akceptować zastępowanie posiłków takim koktajlem.

Pojawia się jednak jedno, bardzo ważne pytanie – czy taka zmiana nie odbije się trwale na zdrowiu?

I tu zdania są bardzo podzielone.

Twórca Soylentu oraz zwolennicy produktu uważają, że jest on całkowicie bezpieczny, zdrowy i pozwala na całkowitą lub prawie całkowitą rezygnację z posiłków. Potwierdzają to badaniami, które wskazują, że po miesiącu (lub kilku miesiącach) a nawet latach żywienia się „pożywką” organizm funkcjonuje prawidłowo, brak też uszczerbków na zdrowiu czy samopoczuciu.

Przeciwnicy twierdzą jednak, że pomimo braku przeciwwskazań w krótkim okresie czasu nie wiadomo przecież, jakie będą skutki rezygnacji z posiłków i zastąpienie ich Soylentem w dłuższym przedziale czasowym – kilku lat, dekady, czy nawet dłuższym. Trzeba bowiem wiedzieć, że pomimo stałego postępu w badaniach nad ludzkim organizmem i jego odżywianiem – nadal nie wszystko jest do końca jasne i klarowne. Najprościej jest to wyjaśnić patrząc, jak na przełomie lat zmieniały się główne nurty w żywieniu -na przykład kiedyś, za wszelkie zło i źródło nadwagi uważano tłuszcze. Dziś wiadomo już, że wina leży raczej po stronie węglowodanów i to one zdetronizowały tłuszcz na stanowisku wroga numer jeden dla osób odchudzających się. A masło i margaryna? Sam pamiętam, jak naukowa koncepcja, co jest zdrowsze zmieniała się już kilka razy.

Nie wiadomo więc, czy po kilkunastu latach badań nie okaże się nagle, że twórcy Soylentu nie zapomnieli uwzględnić w swoim miksie jakiegoś ważnego składnika, którego niedobór wywoła nowe, niespotykane do tej pory problemy ze zdrowiem. Już teraz mówi się, że w pożywce brak m.in flawonoidów, które występują w jagodach i zmniejszają ryzyko cukrzycy czy likopenu – który organizm czerpie z pomidorów a pomaga on zapobiegać nowotworom.

Rob Rhinehart broni się przed takimi oskarżeniami twierdząc, że wiele osób (mowa o Amerykanach, ale Polacy zaczynają coraz bardziej powielać tamtejsze wzorce żywieniowe) też praktycznie nigdy nie je pomidorów, a jagody spotyka tylko w jagodowym milkshake’u.

Znajdź złoty środek

Wszystko wskazuje na to, że Soylent jeszcze przez jakiś czas nie zmieni świata. Może jednak ułatwić niektórym życie, pozwalając na przygotowanie szybkich, pożywnych, zdrowych i względnie tanich posiłków. Dlaczego względnie? Najmniejsze zamówienie, jakie można złożyć na stronie producenta to porcja wystarczająca na 21 posiłków w cenie 85 dolarów (jeśli zdecydujecie się na zamówienie comiesięcznych dostaw cena spada do 70$). Uwzględniając niższy koszt (w końcu Soylent ma stać się codziennym towarzyszem życia a nie jednorazową przygodą) daje to niecałe 3,5 dolara czyli około 10 złotych za posiłek, 30 – 40 złotych dziennie. Dla jednych to niewiele, inni potrafią wykarmić taką kwotą całą rodzinę (a koszty Soylentu wyliczam dla jednej osoby). Nawet przy zamówieniu 84 posiłków na raz trzeba za nie zapłacić co najmniej 255 dolarów. Dla Polaka to kupa kasy – ale dla Amerykanina już dużo mniej

Stereotypowa „matka Polka” o wiele lepiej zagospodaruje te pieniądze. Człowiek taki jak ja, który śniadanie kupuje rano w sklepie po drodze do pracy (a i tak najczęściej nie jest ono wysokich lotów) a jego obiad to często mrożone danie, które nie jest ani tanie, ani tak naprawdę smaczne czy zdrowe – może skusić się na Soylent. Zwłaszcza, jeśli może on pomóc ograniczyć jedzenie w fast foodach czy chwytanie innego śmieciowego jedzenia w locie, pomiędzy jednym a drugim spotkaniem w trakcie dnia pracy.

rozpuszczony soylent w szklance polska

zastąpi fast food, zastąpi szparagi z jajkiem, zastąpi nawet rosół od Babci – oto Soylent

Poza tym – Soylent, chociaż produkowany na szeroką skalę przez tylko jedną firmę – jest przecież „otwartą” recepturą. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby samemu zakupić wszystkie niezbędne składniki (można je dostać bez problemu w Internecie) – zważyć, zmieszać i produkować swoją własną mieszankę. Wyliczenia, dokonane przez dziennikarzy Gazety Wyborczej  pokazują, że kupując wszystkie składniki na własną rękę można osiągnąć koszt dziennej porcji Soylentu na poziomie około 10 złotych. A za taką kasę już trudno wyżywić się w „tradycyjny” sposób. Pamiętajcie tylko – kiedy już stworzycie własną pożywkę nie sprzedawajcie jej pod nazwą  Soylent – znak towarowy jest już zastrzeżony;).

Ja osobiście jestem wielkim zwolennikiem idei takiego prostego, niedrogiego i uniwersalnego posiłku – po pierwsze dlatego, że jak już wspomniałem – nie cierpię przygotowywać jedzenia. Po drugie – kusi mnie oszczędność czasu. A kiedy policzę ile miesięcznie wydaję tylko po to, aby nie czuć głodu w trakcie dnia – to wiem, że już wkrótce zmieszam swój własny Soylent.

A wy zdecydowalibyście się zastąpić swoje posiłki Soylentem?

7 komentarzy na temat “127. Soylent – jedzenie przyszłości czy smutna szara papka?

  1. Żadna rewolucja, można sobie zrobić lepszy, suchy koktajl z powszechnie dostępnych produktów – mąk odtłuszczonych ziaren, alg, wiórków kokosowych / mąki kokosowej pełnotłustej – bez dodawania witamin… I zapewne taniej. Poza tym wątpię, aby mieszanka na bazie białka ryżu dostarczała pełnego profilu aminokwasowego (aminogramu). Są o wiele lepsze, roślinne źródła białka.

    • Hej Arths, pewnie masz rację, ale po prostu twórca Soylentu postanowił zmieszać to wszystko razem jako pierwszy. a tak zapytam, bo jestem ciekawy – jakie roślinne źródła białka polecasz?

  2. Skusiłabym się, tylko w sytuacjach ekstremalnych. W stylu: nie mam dostępu do kuchni, nie mam ochoty na stanie w kuchni, źle się czuję. Pomijając zbilansowanie (niebywała korzyść) posiłku i tak wolę danie celebrować i cieszyć nim oczy!

    Ciekawy wpis! Pozdrawiam.

    • właśnie temu ma służyć Soylent. A że u mnie sytuacja ekstremalna trwa cały czas (nie ma czasu/chęci/składników) aby przygotowywać posiłki – to tym bardziej podoba mi się takie rozwiązanie.

  3. eee tam, wygląda obrzydliwie :( więc dziękuję, postoje. Poza tym, za bardzo lubię gotować – przecież to sama przyjemność!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.