205. Proszę Państwa – oto nowy, Kulturalny Typ

Ten wpis miał mieć super długie wprowadzenie, ale ostatnio ktoś zarzucił mi, że nie potrafię pisać krótkich zdań. A właśnie, że potrafię!

Tak więc, w prostych, żołnierskich słowach:

Dziś na bloga przyszło nowe.

Lenistwo grudnia 2014 (i stycznia tego roku zresztą też) natchnęło mnie myślą, że nie tylko bieganiem, sportem czy zdrowym odżywianiem człowiek żyje.

Chociaż czasami o tym zapominamy, to w życiu ważna jest też ta, no, wyleciało mi słowo z głowy… No kultura jest ważna no!

Tak więc, powitajcie nową serię wpisów, która zwać się będzie…

Kulturalny Typ

Pojawiać się tutaj będą mini recenzje, rekomendacje czy po prostu moje opinie na temat książek, filmów, seriali czy muzyki. Wiem, że kulturalne z Was bestie, więc wierzę, że ten cykl się przyjmie. To do dzieła!

Książkowo – styczniowo

Na początku roku pisałem Wam o prostych postanowieniach na 2015. I jakoś tak się stało, że chcąc nie chcąc sam wkręciłem się w #52BookChallengePL oraz w akcję Przeczytaj Tyle Ile Masz Wzrostu. 

52BookChallengePL styczeń

52BookChallengePL styczeń

O kolejnych tomach Gry o Tron nie będę pisał zbyt wiele poza tym, że jeśli tylko nie macie kompletnej awersji do średniowieczono – mitycznych światów, w których rycerze nie są aż tak rycerscy jak w bajkach z dzieciństwa a królewny, zamiast spędzać samotnie czas w wysokiej wieży wolą rozkładać nogi przed szlachetnymi (mniej lub bardziej) kawalerami – to koniecznie musicie zabrać się za tą serię.

Jeśli oglądaliście już serial, który powstał na podstawie powieści to ostrzegam – chociaż książki przedstawiają dużo więcej wydarzeń niż pokazano na srebrnym ekranie, to mimo wszystko czytając pierwsze trzy tomy, człowiek ma wrażenie, jakby już to wszystko gdzieś widział.

Przebudzenie – Stephen King

Za każdym razem, gdy do sklepów trafia jakaś nowa powieść Kinga, recenzje zaczynają się słowami w stylu:

Nowa elektryzująca powieść mistrze grozy;

Mistrz horroru powraca w najlepszym stylu!

Nie wiem, kto wymyśla te wszystkie hasła, ale chyba robi to jedna i ta sama osoba, bo przeczytałem już mnóstwo recenzji książek Kinga i wszystkie są pisane totalnie na jedno kopyto. Nie inaczej jest w przypadku Przebudzenia, o którym napisano, że

„Przebudzenie” to kwintesencja horroru. Przygotujcie się na… najlepsze!

A nie mówiłem?

stephen king przebudzenie mini recenzja

Sama książka może być odebrana na dwa sposoby. Jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę ze Stephenem Kingiem, to „Przebudzenie” na pewno się Wam spodoba. Jest tu coś dla każdego – jest opowieść chłopca, który staje się mężczyzną, zaliczając po drodze wzloty i upadki, jest niesamowita historia pastora, który interesuje się potężnymi siłami, które niekoniecznie mają związek z Bogiem. A wszystko to dzieje się w scenerii, którą bardzo lubię – czyli w Ameryce od lat sześćdziesiątych. Jednakże autor, pomimo dość hardkorowego zakończenia, obchodzi się z czytelnikiem dość łagodnie. Może to tylko moje zdanie, ale „Przebudzenie” jest doskonałym dowodem na to, że King się starzeje. Kiedyś autor potrafił przyglądać się z bliska złu i obrzydlistwu, jakie reprezentuje sobą świat i dodatkowo wpychać w nie patyk, aby wydobyć na wierzch jeszcze więcej brudu. Najnowsza książka ma wprawdzie swoje momenty, ale w większej części jest dużo łagodniejsza, uładzona.

Czy to źle? Niekoniecznie – na pewno są czytelnicy, którym nowy-stary King przypadnie do gustu. Ja gdybym miał polecić jakąś dobrą ksiażkę Stephena Kinga, która będzie trzymać w napięciu od początku do końca wybrał bym raczej Carrie albo Szpital Królestwo (absolutnie mistrzowska książka!). Przebudzenie zostawcie sobie do poduszki, albo na urlopowy wyjazd – czyta się wolniej więc i starcza na dłużej.

Książka dostaje u mnie

6/10 punktów w skali fajności. 

To tyle co kanapki z KFC. Popraw się Stephen!

Ale moim numerem jeden ze stycznia nie jest ani King, ani ksiażki G.R.R. Martina, tylko..

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął – Jonas Jonasson

Tą książkę kupiłem dla Mamy na gwiazdkę, Mikołaja czy jakieś inne pogańskie święto. Chwytliwy tytuł, kolorowa okładka – czego chcieć więcej. Mama coś tam wspominała, że śmieszna, ale co ona tam wie. Kupiłem i zapomniałem. Drugi raz trafiła w moje ręce, gdy P. również dostała ją w prezencie. Jako, że miałem akurat chwilę czasu (i potrzebowałem odpocząć od Gry o Tron) przeczytałem pierwszy rozdział. Potem drugi. Dziesiąty. I tak do dwudziestego dziewiątego, gdy mogłem ze spokojem stwierdzić – TA KSIĄŻKA JEST  ZAJEBISTA.

Stulatek-ktory-wyskoczyl-przez-okno-i-zniknal recenzja jestesmyfajni

Historia Allana Karlssona, który zamiast świętować swoje setne urodziny razem z innymi mieszkańcami domu spokojnej starości postanawia zwiać przez okno w poszukiwaniu monopola wplątując się w wir niesamowitych wydarzeń i przy okazji opowiadając czytelnikowi historię swojego niesamowitego życia jest re-we-la-cyj-na. I nie mówię tego, bo cenię sobie opowieści, które uczą nas mądrości poprzednich pokoleń. Nic z tych rzeczy. Ta książka jest po prostu lekko napisana, obfitująca w niespodziewane zwroty akcji ale przede wszystkim TOTALNIE ŚMIESZNA. Ktoś gdzieś przyrównał Allana Karlssona do Foresta Gumpa – i miał trochę racji, chociaż Alan, w przeciwieństwie do Forresta bardziej od biegania i przyjaźni na całe życie ceni sobie porządnie schłodzoną wódkę i możliwość pracy z materiałami wybuchowymi.

Nie będę Wam przybliżał fabuły ksiażki, napiszę tylko, że musicie ją przeczytać. Koniec, bez dyskusji. A jak już to zrobicie, zapraszam z powrotem na bloga, będziecie mogli mi podziękować.

Ach – na podstawie książki powstał też film, pod jakże ciekawym tytułem: Hundraåringen som klev ut genom fönstret och försvann. Jak dla mnie, mógłby to być okrzyk, który wydaje z siebie terrorysta na chwilę, przed wysadzeniem się w powietrze w centrum handlowym, ale podobno tak właśnie brzmi po szwedzku tytuł książki. Oglądał ktoś? Ja nie i waham się, czy film, w którym przez większość czasu będę musiał oglądać starych ludzi przypadnie mi do gustu?

Książka dostaje u mnie

9,5 /10 w skali fajności

Pełną dyszkę zachowam sobie na jakąś specjalną okazję.

A skoro już o filmach i terrorystach mowa, to czas na ostatni Kulturalny Typ na dziś, czyli serialowy

Homeland

Wojna, terroryści (niezbyt) piękne kobiety i bohaterowie,tórzy nigdy do końca nie odkrywają przed widzem trzymanych w ręku kart – tak w kilku słowach mógłbym opisać serial Homeland. Produkcja ta jest do bólu amerykańska – źli ludzie są Arabami, Murzynami albo przynajmniej są rudzi (ZŁOOO), blondynki są głupie i nadmiernie emocjonalne a Żydzi i tak na końcu wychodzą na swoje. Jednocześnie ilość zaskoczeń i napiętych sytuacji, które fundują widzowi twórcy serialu z powodzeniem rekompensuje te wszystkie głupotki.

homeland jestesmyfajni

fabuła Homeland tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że rudy jest zawsze podejrzany!

Jeśli więc szukacie jakiegoś dobrego serialu, który pozwoli zmarnować godzinę dziennie bez wyrzutów, że oto straciłem czas na gówno w stylu najnowszych odcinków „Teorii Wielkiego Podrywu” (serio, najnowsza seria jest ledwo nędzną popłuczyną po wcześniejszych odcinkach) to z czystym sumieniem mogę polecić Wam Homeland.

Po obejrzeniu dwóch sezonów serial bez naciągania zasłużył na

7 / 10 punktów w skali fajności

Podobno trzeci sezon nieco dołuje, ale czwarty nadrabia te braki z nawiązką. Już nie mogę się doczekać.

A tym czasem to wszystko, co Kulturalny Typ ma Wam dziś do zaprezentowania. Podobało się? Mam nadzieję, że tak, bo Typ będzie odwiedzał bloga regularnie. Sprawdźcie moje rekomendacje (gwarantuje, nie będzie zawodu) a jeśli też znacie coś, nad czym warto się pochylić i wytracić nieco czasu to pole do popisu czeka w komentarzach. Do zobaczenia wkrótce!

4 komentarze na temat “205. Proszę Państwa – oto nowy, Kulturalny Typ

  1. Nie doczytałam do końca, bo powinnam się uczyć, bo sesja jest i siedzę otulona podręcznikami (doczytam jutro!) ALE z Kingiem masz absolutną rację – jego starsze książki czytałam i czuło się każdą emocję, kilka razy musiałam przerwać czytanie i powtarzać sobie – ej, książkę czytasz, to książka tylko jest – po czym wracałam, bo chciałam więcej. Kiedy wychodziły nowe, kupowałam z automatu. A na „Przebudzenie” sobie patrzę, i patrzę, i patrzę jak leży na tych witrynach, i chyba jeszcze trochę popatrzę :)

    • Ja do Kinga podchodzę z pewną rezerwą od kiedy przeczytałem Bastion. Jako fetyszysta grubych książek, na widok tego wydawnictwa dostałem prawie orgazmu (ponad 1150 stron!). I natrafiłem na takie dłużyzny, że zastanawiałem się, czy Bastionu nie porzucić. Wyobrażasz to sobie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.