212. Kulturalne typy marcowego Kulturalnego Typa

Luty to nie jest dobry miesiąc. Jest zimny, krótki i w ogóle do niczego. Ale to wcale nie oznacza, że nie odnajduje się w nim Kulturalny Typ. Typ ma dziś dla Was trochę mniej lub bardziej fajnych książek, filmów, seriali i gier. Na początek idą…

Lutowe poczytanki

Brak czasu (kto wymyślił, że luty ma tylko 28 dni?) sprawił, że cel #52BookChallengePL czyli przeczytanie 1 książki na tydzień nieco się ode mnie oddalił. Ale w lutym nie tylko zegar był moim przeciwnikiem. Sprawę utrudniały same książki. Były po prostu cholernie ciężkie i to nie z powodu dużej ilości stron. Nie zmienia to faktu, że stosik przeczytanych książek rośnie. Gdybym był niewysokim krasnalem ogrodowym to powoli mógłbym mówić o tym, że za chwilę przeczytam tyle książek ile mam wzrostu. Na moje szczęście krasnalem nie jestem więc do przeczytania ponad 185 centymetrowego stosu jeszcze mi brakuje. Do lektury więc!

Potępieni- Chuck Palahniuk

Znacie to uczucie, gdy na drodze jest korek, wszyscy ciągną się powoli aż tu nagle okazuje się, że dojeżdżacie do wypadku i  że wszyscy zwalniali aby popatrzeć na lezącego na ziemi trupa? Za miejscem wypadku wszyscy ruszają z kopyta, po prostu każdy chciał spojrzeć na coś strasznego, na nieszczęście, które przydarzyło się innemu człowiekowi?

potepieni- chuck palahniukTakie są właśnie książki Chucka Palahniuka. Czytając je czuje się jakbym zza szyby samochodu ślinił się na widok jakiegoś wyjątkowo masakrycznego karambolu.

Bo jak inaczej nazwać historię trzynastoletniej Madison Spencer, która po przedawkowaniu marihuany (!) trafia do piekła i tam stawia sobie za cel bliższe poznanie Szatana? Niestety, rogaty to bardzo zajęty gość, więc Madison wędruje przez pustynie obciętych paznokci, morza wyskrobanych płodów, oceany wylanej spermy i wszystkie te rzeczy, które spychamy poza margines ziemskiej egzystencji. Na swojej drodze spotyka demony, potwory oraz dziewczynę w podrobionych butach od Manolo Blahnika.  Książka jest mocno wykręcona aby nie powiedzieć chora. Nie ma porywającej fabuły, nie odnajdziecie tu mrożących w żyłach zwrotów akcji. Jej wartość tworzą raczej pojedyncze sceny i kreacje bohaterów. Jak dla mnie Potępieni dostają

5 na 10 w skali fajności

ale podejrzewam, że gdyby za książkę zabrał się ktoś, kto Palahniuka nie trawi to mogło by się zakończyć na słabej trójce.

Podsumowując Potępionych jednym zdaniem?

 Nie zabierajcie się za nią, jeśli w dzieciństwie nie jarało was trącanie patykiem rozjechanej żaby

Na koniec dodam tylko, że autoryzacja i prawa majątkowe do tej historii leżą w gestii Szatana. Wystarczy?

Dziennik – Chuck Palahniuk

Pewnego dnia okazało się, że ta książka stoi na moim regale i łypie na mnie swoim dziwnym okiem. Kto ją tu podrzucił? Szatan? Misty Kleinman? Antonii Macierewicz?

dziennik chuck palahniuk

a może sam ją kupiłem w jakimś zakupowym szale? I teraz nie pamiętam?

Do tej pory nie wiem, ale wiem już, że w kategorii „książki poryte” Dziennik ustawia poprzeczkę bardzo BARDZO wysoko.

Jednym zdaniem 

Jeśli myśleliście, że wasze życie jest do dupy to proszę bardzo, poznajcie Misty Kleinman

Ona to dopiero  nie ma w życiu łatwo. Nie dość, że jej mąż oblał próbę samobójczą i teraz wegetuje podpięty do aparatury podtrzymującej życie, to jeszcze wszyscy dookoła mają jej za złe, że nie została wielką artystką. A gdy okazuje się, że mąż Misty (tak, ten sam który zrobił z siebie roślinę), który przed śmiercią remontował domy ukradł kilku swoim klientom pokój albo dwa (uwierzcie mi, to możliwe) – sytuacja robi się coraz bardziej zagmatwana.

Fabuła w tej książce rozkręca się tak powoli, że gdy prawie straciłem nadzieję, że wydarzy się coś co uratuje Dziennik w moich oczach nagle książka wybuchła mi w twarz z taką siłą, że oczy musiałem wydłubywać sobie z powrotem, po tym jak utknęły z tyłu czaszki. Następnie Dziennik się skończył. I jak tu ją ocenić? Ostatecznie dam

6 na 10 w skali fajności

ale znowu ostrzegam – jeśli nie jesteście fanami Palahniuka i dopiero zabieracie się za jego twórczość, to lepiej na początek zabrać się za Fight Club. Pójdzie łatwiej i zdobędziecie odpowiednią zaprawę, która pozwoli Wam przygotować się na to co czeka Was podczas lektury Dziennika i Potępionych.

Pierwszy Śnieg – Jo Nesbo

Wszystkie skandynawskie kryminały mają trzy wspólne mianowniki:

Po pierwsze we wszystkich jest zima. Nie czytałem chyba jeszcze żadnego kryminału z tamtych stron, który zaczynał by się od słów „to było bardzo gorące lato” – nie, w skandynawskich kryminałach zawsze pada śnieg!

Po drugie – każdy jest dokładnie totalnie taki sam. Detektyw – samotnik, z którego zdaniem nikt się nie zgadza ale wszyscy je szanują (bo dziwnym trafem zawsze jest uznanym policjantem) walczy ze sprawą zabójstwa, która wydaje się być nie do rozwiązania.,  W połowie książki wszystko się wyjaśnia ale żaden  jej bohaterów nie wie jeszcze, że do końca lektury pozostało co najmniej 150 stron. Sprawa na nowo nabiera tempa, ginie jeszcze kilka osób aż wreszcie dobro triumfuje. W międzyczasie wszyscy dużo piją Proste, nie?

A po trzecie – wszystkie są totalnie zajebiste. 

Nie będę Wam przybliżał fabuły „Pierwszego śniegu” bo totalnie polega ona na schemacie, który opisałem powyżej. Książkę czyta się jednak szybko, łatwo i przyjemnie. Podczas lektury uruchamia się tak zwany syndrom „jeszcze jednego rozdziału” który nie pozwala oderwać się od czytania aż do samego końca.

Pierwszy śnieg w jednym zdaniu? 

Gdy z bałwana wycieka krew jest to prawie pewną wskazówką, że w pobliżu popełniono jakieś morderstwo

Bez krępacji i obaw, że zostanę okrzyknięty promotorem słabej literatury daję książce

8 na 10 w skali fajności

Bo po prostu bardzo dobrze się ją czyta i aż tyle.

A teraz dość już tych książek, bo przyszedł czas na grę komputerową. Poznajcie najbardziej frustrującą grę na świecie. Oto..

Hotline Miami

Ta gra jest brzydka, ta gra jest brutalna, jest frustrująca, głupia, odrzucająca… i ma w sobie coś takiego, że albo po minucie grania zostawicie ją na wieczne zapomnienie, albo nie spoczniecie, zanim nie uda Wam się jej skończyć.

W grze wcielamy się w bezimiennego bohatera, który wykonuje proste zadania, które ktoś (KTO?) nagrywa mu na automatyczną sekretarkę. Wynieś śmieci, wywieś pranie, usuń z mieszkania robactwo – proza życia, prawda? Pewnie, że tak, szczególnie jeśli zabierasz się za to z kijem bejsbolowym w jednej ręce i strzelbą w drugiej.

hotline miami gra na jestesmyfajni

typowy widok towarzyszący porządkom – też tak macie?

Twórcy gry postawili na prymitywną retro grafikę, która sprawdza się świetnie z dwóch powodów. Po pierwsze – intensywne nasycone neonowe kolory świetnie wzmacniają psychodeliczny klimat narkotycznej wizji gry a po drugie, gdyby grafika była bardziej realistyczna to sądzę, że gra nigdy nie została by dopuszczona do sprzedaży jako zbyt chora i brutalna.

Nasz bohater ma do dyspozycji cały arsenał zabójczych środków perswazji, którymi ucisza kolejnych przeciwników. Ci również nie są bezbronni a w Hotline Miami każdy strzał czy cios który przyjmujemy na klatę jest tym ostatnim. Tu nie ma paska życia ani apteczek. Dostałeś? BANG, nie żyjesz.

To właśnie jest ten frustrujący aspekt gry o którym pisałem na samym początku. Wyobraźcie sobie, że rozpoczynacie kolejny etap gry, wchodzicie do pomieszczenia i… zaczynacie od nowa. Ktoś strzelił z drugiego końca planszy, ktoś kto nawet nie byłw zasięgdu wzroku.

Albo inaczej – jesteście już na (prawie) samym końcu etapu, do którego ukończenia podchodziliście jakieś sto razy. Został już ostatni przeciwnik. Strzelacie i ooops – pudło.

hotline miami jestesmyfajni

BANG BANG, you’re dead!

Nie żyjesz. Etap trzeba zacząć po raz sto pierwszy. 

W Hotline Miami gdy już wytłuczesz wszystkich w pomieszcze….

R for restart

Mimo prostej grafiki i równie prostej fabuły (ale jak opowiedzianej, po prostu miodzio!) gra wciąga jak bagno. Mimo, że po kolejnych próbach przejścia danego etapu nie raz miałem zostawić ją w cholerę – to musiałem ją ostatecznie ukończyć. 

Hotline Miami kosztuje jakieś 4 euro na Steamie ale w pojawiających się co jakiś czas promocjach można ją kupić za połowę tej sumy, czyli za mniej więcej tyle ile kosztuje duża paczka czipsów. Wybór nie jest więc chyba trudny?

Gra dostaje ode mnie

7 / 10 punktów fajności

dałbym dziewięć, ale odpaliłem ją przed chwilą i nie dałem rady nie zginąć w ciągu pierwszych 10 sekund. Matko jak ja nienawidzę Hotline Miami.

Bym zapomniał – gra ma prostą ale GENIALNĄ ścieżkę dźwiękową. Posłuchajcie TUTAJ.

Dosyć już gier, czas na film.

Birdman – film przedziwnie… słaby

Znacie to uczucie gdy wszyscy dookoła podniecają się czymś a dla Was jest to po prostu słabe? Ja miałem tak właśnie z Birdmanem.

Film dostał chyba ze cztery Oskary, oraz ze czterysta milionów ohów i ahów w Internecie, gazetach i telewizji (ktoś w ogóle jeszcze ogląda telewizję?!?)

birdman recenzja okrutna film jestesmyfajni

ten plakat to najlepszy aspekt Birdmana

Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał filmu to uwaga – SPOILER ALERT – Birdman jest filmem o niczym. Być może to wina tego, że ja po prostu lubię dobre historie, ale takie właśnie mam odczucie po jego obejrzeniu. Podobno gra aktorska jest fenomenalna (szczerze – trudno aby nie była, skoro grają tam fenomenalni aktorzy) a praca kamery to majstersztyk. Ja tam nie zauważyłem. Wiem, pisząc o Potępionych Palahniuka napisałem, że siłą książki są jej bohaterowie i pojedyncze sceny, więc chyba nie powinienem mieszać Birdmana z błotem, za to, że jest dokładnie taki sam? A jednak. Potępionych czytałem z przyjemnością, Birdmana oglądałem ze znużeniem.

Birdman w jednym zdaniu?

(koniec)

Jednak ja, nie wdając się w szczegóły – nie będę kopał leżącego – daje Birdmanowi

3 na 10 punktów skali fajności

przy czym jeden punkt dodałem za Edwarda Nortona a jeden za fajny plakat.

AKTUALIZACJA – właśnie przeczytałem w Internecie, że Birdmana reżyserował Meksykanin. To wszystko wyjaśnia. Film spełnia wszystkie warunki aby puszczać go na Polsat Romans albo w Telemundo – nic się w nim nie dzieje, za to spojrzenia w oczy są wyjątkowo przeciągłe. 

The Wire – stara nowość

Dzisiejszego kulturalnego typa zakończę serialem. The Wire, czyli po polsku „Prawo Ulicy” (tak przy okazji – JAK TAKIE TŁUMACZENIE JEST W OGÓLE MOŻLIWE?!?) jest produkcją nienową – serial kręcony był w latach 2002 – 2008 ale to wcale mi nie przeszkodziło aby się tym serialem zachwycić.

wire the wire serial jestesmyfajni

Opowiada on dwie historie – pierwszą o detektywach walczących z narkotykowymi dealerami oraz o samych dealerach. W sezonie drugim (który obecnie oglądam) do tych dwóch wątków wpleciono również trzeci, jak dla mnie nieco mniej interesujący, ale za to związany z Polską (naturalnie, że Polacy są podejrzanymi a Wy myśleliście inaczej?).

Serial ma dwie mocne strony – po pierwsze historię – która WCIĄGA a po drugie fakt, że nikt tu nie jest jednoznacznie dobry ani zły. Policjanci piją, są leniwi, wystawiają się nawzajem do wiatru lub dbają tylko o swoje kariery a po drugiej stronie barykady wcale nie jest lepiej. Okazuje się, że świat Balltimorskiej dilerki to nie tylko miód, mleko i dobra kokaina.

Dla mnie the Wire jest pozycją obowiązkową dla fanów serialów detektywistycznych, gangsterskich oraz wszystkich innych. Dlatego dostaje ode mnie dziś

9 na 10 w skali fajności

To bardzo wysoko, nie spierdolcie tego i jeśli jeszcze nie widzieliście The Wire to czas aby nadrobić to skandaliczne zaniedbanie. .

I to już wszystko u marcowego Kulturalnego Typa. jeśli myśleliście, żeście się go pozbyli, to muszę Was zmartwić – on żyje i ma się dobrze. Na bloga powróci w kwietniu a tymczasem czeka na Wasze typy na kulturalny marzec. 

8 komentarzy na temat “212. Kulturalne typy marcowego Kulturalnego Typa

  1. Pingback: 265. Jak Zjawa, jak Lizabeth Salander, z Czeluści… powraca Kulturalny Typ! vol. 4 | jestesmyfajni.pl w nowej, lepszej formie

  2. Faktycznie,ostatnie książki Palahniuka to już materiał raczej dla fanów. Łącznie z kontynuacją „Potępionych” („Doomed”). „Dziennik” to starsza pozycja i trzyma wyższy poziom.

    Za to „Birdmana” nie daruję. Ten film jest absolutnie genialny. Tak, na głównym planie mamy absolutnie rewelacyjną grę aktorską i pracę kamery, jednak pod tą pierwszą warstwą chowa się naprawdę dobra historia. O ambicji, o potrzebie bycia zauważanym i docenianym, o walce z przeszłością.

    W Hotline’a jeszcze nie grałem, za to o The Wire nie ma się co rozpisywać, bo to pisanie o rzeczach oczywistych :)

    • skoro co do pozostałych rzeczy się zgadzamy, to wypowiem się tylko o Birdmanie – czy to możliwe, że nie zauważyłem całej tej genialnej historii bo przysypiałem? (z nudów). To jest chyba pokłosie tego, że nigdy nie byłem dobry z dzieł (w dowolnej formie) które trzeba było na siłę interpretować po swojemu. Film jak ma być dobry to ma być dobry a nie każdy musi się domyślać czy ten film jest dobry. Cóż, jestem prostym człowiekiem :)

  3. Palahniuka bardzo lubię i zgadzam się, że nie jest to lektura dla każdego. The wire jest jednym z najlepszych seriali ever, ale że Birdman Ci się nie spodobał? Nagranie całości jedną kamerą tworzy niezły klimat i temat też jest inny niż wszystkie…:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.