213. Hola Amigos Szczecinieros; El Tapatio na el horizontos!

Czasami mam tak, że zjadłbym coś na mieście.

Mam ochotę na coś, czym można sensownie się najeść, co zaspokoi mój głód…

A czasem mam po prostu ochotę aby opierdolić coś na ciepło. A najlepiej to gdzieś, gdzie jeszcze do tej pory nie byłem.

Co jednak zrobić, jeśli z nowo powstałych miejsc do wyboru mamy kebab, chińczyka, kebab i jeszcze jeden kebab?

Najlepiej wybrać się do pierwszej w Szczecinie restauracji z meksykańską kuchnią!

El Tapatio – odrobina Meksyku w Szczecinie

Na meksykańskie jedzenie miałem ochotę od dłuższego czasu a szczecińska oferta gastronomiczna wcale nie ułatwiała mi zadania.

Dlatego też, do El Tapatio wybrałem się z naprawdę dużym apetytem. Lokal mieści się przy placu Lotników, na ulicy Kaszubskiej, w tym samym miejscu w którym znajdowały się wcześniej Cztery Talerze a jeszcze przedtem bar Sekstans (pamięta ktoś jeszcze takie czasy?).

el tapatio szczecinWnętrze dostosowano do klimatów środkowo – południowo – amerykańskich. Jego układ nie zmienił się wprawdzie od czasu Sekstansu (lokal nadal dzieli się na poziom główny oraz piwnicę, ostało się również podwyższenie nad schodami, które nadal mieści jeden mały stolik) ale zostało ono wymalowane w meksykańskie barwy, które zarówno na podłodze jak i na ścianach. Na tych drugich zawieszono też trochę klimatycznych obrazów,  jednakże mimo tych zabiegów siedząc w lokalu miałem wrażenie, że czegoś tam zabrakło. Wiem, nie każda restauracja może mieć taki wystrój jak Paul’s Fantasia, ale sądzę, że nad wnętrzem El Tapatio można by jeszcze popracować. Jak na Meksyk jest ono zdecydowanie zbyt wygładzone – po prostu za mało loco.

 

Menu nie jest zbyt rozbudowane – to w zasadzie zadrukowana dwustronnie kartka A3. Wcale mi to nie przeszkadza – wolę gdy dań jest mniej, ale za to dopracowanych. Po krótkim zastanowieniu zamawiamy.

I tu pojawia się pierwszy zgrzyt.

Wieprzowiny nie ma, tacos się skończyły..

..W pierwszych słowach swojego listu oznajmia kelner. Hmm, jeszcze przed chwilą chwaliłem mały wybór, ale teraz okazało się, że ilość dań głównych, które możemy wybrać nagle zmalała o 20%. W takim razie zastanowimy się jeszcze chwilę, a tymczasem poprosimy o napoje. Wprawdzie nie ma ich w karcie, ale kelner poleca nam meksykańskie oranżady “bez dodatku sztucznych cukrów”. Smaki brzmią egzotycznie (mango, mandarynka) więc zamawiamy, raz się żyje. .

Jak smakuje Meksyk w El Tapatio?

Jedzenie wjechało na stół po około 10 minutach (przystawki). Na początek zdecydowaliśmy się na zupę Chili Con Carne oraz skrzydełka z kurczaka. Drób dzielnie trzymał poziom (zresztą, jak tu zepsuć skrzydełka?), zupa również była smaczna,gęsta i sycąca – wszystko, czego można oczekiwać od dobrego chili.

chili con carne el tapatio szczecin

con carne czyli chilli

Nieco dziwi, że nikt nie zapytał mnie czy ma być ono mocno czy słabo doprawione i w związku z tym otrzymałem wersję ze znikomą ilością papryki – nie paliło ani na wejściu ani (po kilkunastu godzinach) na wyjściu.

Jako dania główne na stół wjechały Fajitas  (w wersji z wołowiną i kurczakiem), oraz potężne Burito De Pojo.

Fajitas w wykonaniu El Tapatio to kawałki mięsa usmażone z cebulą i papryką z przyprawą, która nieco przypomina mi chińską kuchnię.

fajitas el tapatio

Całość smakuje bardzo dobrze. Pikantne i słone mięso rozgrzewa język a dodatki w postaci kremu z fasoli, ryżu i warzyw odpowiednio schładzają atmosferę w ustach. Danie zjadłem ze smakiem i co więcej – najadłem się, chociaż do lokalu wszedłem głodny. Duży plus! Wersja z kurczakiem również spełniła oczekiwania.

Burrito De Pojo okazało się być naprawdę potężnym kawałkiem dobrego meksykańskiego żarcia. Składniki podobne do tych, które znajdowały się w fajitas, ale nieco bardziej pikantne – tutaj ratowała śmietana podana z boku talerza.

burrito w el tapatio

Trzeba przyznać, że wszystkie dania były takie, jakie powinny być – czyli względnie proste, mięsne, smakowite i gorące. Jeśli restauracja decyduje się na serwowanie dań, które  składają się głównie ze smażonego mięsa, fasoli i papryki, to wprawdzie ciężko będzie jej zdobyć gwiazdkę Michelin ale ma szansę zdobyć rzeszę stałych Klientów, którzy lubią po prostu dobrze zjeść. Pod tym względem El Tapatio staje na wysokości zadania i można nawet wybaczyć braki w dostępności dań w menu (o ile oczywiście sytuacja nie powtarza się zbyt często). Serio, jedzeniu nie mam nic do zarzucenia. Ale gdy przyszło do płacenia okazało się, że…

Jest drogo!

3 dania główne, dwie przystawki, coś do popicia (bezalkoholowe coś, El Tapatio nie ma jeszcze koncesji na sprzedaż mocniejszych napojów) i ponad 160 złotych na rachunku? Sporo, jak na miejsce, które tak jak już wcześniej napisałem – serwuje proste dania, których przygotowanie nie wymaga ani specjalnie drogich składników ani wielkiego kulinarnego kunsztu.

Niespodziankę sprawiły również napoje.. Tak jak wcześniej pisałem – nie było ich w karcie i dopiero po otrzymaniu rachunku okazało się, że mała oranżada kosztuje w El Tapatio 12 złotych. Mało? Dużo? Pewnie wiedząc, że trzeba za nią tyle zapłacić i tak bym jej spróbował, ale takie zagrania uważam za cios poniżej pasa i w moim odczuciu ocierają się o próbę naciągania klienta. Na sam koniec okazało się, że cennik napojów jest wywieszony na ścianie przy wejściu, ale kto zwraca uwagę na takie rzeczy wchodząc do lokalu?

W sam raz na raz

Po wizycie w El Tapatio mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony uważam, że w lokalu można naprawdę smacznie pojeść, z drugiej strony ceny jak za dość prostą w swojej istocie kuchnię meksykańską są zdecydowanie zbyt wysokie.

Ostatecznie lokal dostaje ode mnie

6 na 10 punktów w skali fajności

Dałbym ósemkę, ale dwa punkty poleciały za ceny i słabe zagranie z brakiem ceny napojów w menu. 

 

Trochę szkoda, bo mogła by to być fajna opozycja dla supermacji wszędobylskiego kebaba, taki inny fast food w nieco lepszym wydaniu.

Tymczasem El Tapatio jak na razie jest restauracją w sam raz na raz. Przyjść, spróbować a potem czekać na jakiegoś fajnego Grupona :)

5 komentarzy na temat “213. Hola Amigos Szczecinieros; El Tapatio na el horizontos!

  1. Chyba Panu się coś pomyliło, ja jadłem burito z wołowiną, kilka kawałków wołowiny, mnóstwo ryżu, kawałek sera żółtego i pomarańczowego w kolorze na wierzchu zapiekanego w mikrofali,mdłe bez smaku, zupełnie nie ostre, obok garstka pokrojonych pomidorów, jakaś bliżej nie określona śmietana płynna, i guacamole czyli kilka! kawałeczków wielkości paznokcia twardego awokado. Obrzydliwe. I nie do jedzenia w restauracji. W Meksyku jadłem kilka razy i przez przypadek pracowałem w restauracji meksykańskiej w Londynie, wiem co mówię. Restauracja prawie pusta, obok mnie siedziały dwie dziewczyny i coś tam jadły ale z wyrazu twarzy była to jedna wielka męka.

    • hmm, mi smakowało to co dostałem, więc może po prostu mieliśmy zupełnie inne oczekiwania. Ale fakt faktem, ten rodzaj jedzenia sprawdził by się lepiej w fast foodzie a nie w klasycznej restauracji.

    • Z jednej strony szkoda, z drugiej – maksykańskie żarcie to taki idealny sposób na fast food. Dlaczego nie pójdą w tą stronę? Te ceny są wysokie, ale jak pomyślisz, że płacisz tyle za jedzenie, które jest wymyślone, jedzone i kupowane przez biedę (bo większość Meksykanów do takowej należy) to już w ogóle przesada.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.