245. Oktoberfest – życie i śmierć pod namiotem czyli fakty i mity o Oktoberfest

Ponieważ Oktoberfest ma to do siebie, że rokrocznie powraca, a ja pracuję nad nowym tekstem już jakiś miesiąc to postanowiłem Wam przypomnieć o tym tekście. Nie czytaliście? Sprawdźcie koniecznie. A jeśli już czytaliście – to dodatkowy raz nikomu jeszcze nie zaszkodził, prawda? 

Już od dawna miałem taki plan, aby przemycać na bloga trochę kultury (tak, kultura nie jest tylko dla kobiet i kujonów, kultura jest fajna!). Blogowy Kulturalny Typ ma ostatnio nieco dłuższą przerwę (ale niedługo wróci, obiecuję) ale ja nadal mam apetyt na ciekawe odkrycia, wydarzenia i zjawiska.

A że ostatnio miałem okazję odwiedzić naszych zachodnich sąsiadów, to dziś zabiorę się za jeden z najważniejszych kulturalnych towarów eksportowych Niemiec. I nie chodzi mi bynajmniej o proszki do prania, fury z kręconymi licznikami, ani żelki Haribo.

Dlatego dziś postanowiłem przybliżyć Wam nieco niesamowity, żyjący własnym życiem, oraz jakże tajemniczy byt, czyli…

Oktoberfest

O co w ogóle chodzi w tym wielkim święcie piwa? Dla przeciętnego Polaka jest ono równie zrozumiałe jak Ramadan albo amerykańskie święto 4 lipca – to znaczy wiemy, że JEST, wiemy kogo dotyczy, ale żeby coś więcej?

A więc moi mili, jak wiele innych tradycji, także i ta ma swoje źródło w przeszłości. Już od ponad 200 lat w Bawarii, właśnie na przełomie września i października odbywa się impreza, która będąc odpowiednikiem naszych swojskich dożynek ma na celu rozprawienie się z zapasami piwa pochodzącego z poprzedniego sezonu browarskiego, tak aby zrobić miejsce na nowe zapasy świeżo uwarzonego złocistego trunku (a historia sięga jeszcze wcześniejszych czasów, czyli ślubu Ludwika Bawarskiego z księżniczką Teresą).

oktoberfest kiedyś i dziś

Cóż, nie od dziś wiadomo, że Niemcy to praktyczny naród – nie dość, że robili porządki ze starymi zapasami, to jeszcze pojawiała się okazja do porządnej imprezy.

Oktoberfest – tradycja chlania i chlanie zgodnie z tradycją

Chociaż dzisiejsze święto piwa jest już przede wszystkim imprezą komercyjną, to ciągle nawiązuje do wiekowych tradycji pierwowzoru. Wedle dawnych przepisów, piwo na Oktoberfest mogą serwować jedynie tradycyjne monachijskie browary (Augustiner, Paulaner, Spaten, Hacker-Pschorr, Hofbräu i Löwenbräu), które warzą swój trunek zgodnie z Bawarskim Prawem Czystości, określającym składniki, z których powinno wytwarzać się piwo.

oficjalne piwa oktoberfest

prawdziwe piwa oktoberfest, nie jakieś tam podrabiańce

Dla niektórych może to wydawać się dziwne czy zacofane, ale ja osobiście uważam to za niesamowitą tradycję, szczególnie mając na uwadze nasze polskie imprezy, na których wiodącą marką piwa jest zwykle ta, której producent zapłaci najwięcej za sponsoring. Piję tutaj w stronę naszego szczecińskiego Bosmana (tak, wiem, że jest już częścią wielkiego koncernu). Kiedyś żadna impreza w mieście nie mogła się odbyć bez tego piwa, a butelki po Bosmanie były o krok od zostanie oficjalnym środkiem płatniczym w szczecińskich sklepach. Dziś marka ta powoli wypierana jest z półek a jej miejsce zajmują siki pokroju Lecha (brrr) czy Żywca (brrr do kwadratu).

Ale dosyć już tych szczecińskich wycieczek, wracamy na Oktoberfest. Zanim przejdę do opisu tego, co dzieje się na „Oktoberze”, napiszę jeszcze trochę o tradycji bo ta jest naprawdę fajna i warto co nieco o niej wiedzieć.

Teren, na którym odbywa się impreza na samym początku czasach leżał poza granicami miasta, jednak już od dawna znajduje się niedaleko centrum Monachium.

(Zbliżając maksymalnie mapę powyżej możecie zobaczyć z bliska jak rozstawione są namioty na placy festynu, a jeśli klikniecie „otwórz większą mapę” i przejdziecie do Google Street View to można nawet pospacerować po Oktoberfest)

Na czas Oktoberfestu (trwa on najmniej 16 a najdłużej 18 dni – zwykle od około połowy września do pierwszej niedzieli października lub do Święta Zjednoczenia Niemiec) ulice dookoła placu, na którym odbywa się impreza zostają zamknięte dla ruchu pojazdów (nie wpuszcza się nawet taksówek, mogą wjechać tylko mieszkańcy) i cały czas są pilnowane przez policję.

oktoberfest zamknięte ulice

Halt! Hande hoh, eee, to znaczy chciałem powiedzieć – WITAMY NA OKTOBERFEST!

Die Wiesn (bo tak święto nazywane jest przez Niemców) rozpoczyna się uroczystym pochodem na tereny imprezy. Jest to ogromny korowód, który pokonuje ulice miasta ku uciesze gawiedzi.

Gdy już wszyscy przybędą na miejsce, o 12 następuje otwarcie pierwszej beczki z piwem. Nie chodzi jednak o podłączenie stalowej kegi do nalewaka, o nie! Burmistrz Monachium, obserwowany przez wszystkich odszpuntowuje (czyli wbija młotkiem metalowy kranik) pierwszą beczkę piwa. Uwierzcie lub nie, ale Bawarczycy od lat śledzą, ile uderzeń jest do tego potrzebne.

oktoberfest odszpuntowanie beczki

Poznajcie burmistrza Bawarii. On wie jak się bawić 

Rekordem są dwa, ale zdarzały się święta, gdy trzeba było aż kilkunastu uderzeń młotka.

Gdy pierwsza beczka jest już otwarta zaczyna się właściwa część święta, na którą składa się już przede wszystkim…

Chlanie, jedzenie i dobra zabawa

Oktoberfest to tak naprawdę jeden wielki festyn. Na ogrodzonej powierzchni około 31 hektarów (dla porównania – polski przystanek Woodstock to około 51 ha) znajdują się karuzele, diabelskie młyny, kolejki górskie oraz niezliczone ilości sklepów z pamiątkami, napojami i jedzeniem.

oktoberfest1

Co ciekawe, po wejściu na teren Theresienwiese (czyli „Łąk Teresy”, miejsca, gdzie odbywa się święto) nigdzie nie widać ludzi z piwem. Jak to możliwe?

Otóż, jeśli podczas Oktoberfestu macie przypadkiem ochotę na kilka łyków złocistego napoju nie ma co szukać go na wolnym powietrzu. Piwo pije się tylko w namiotach. Nie mają one jednak wiele wspólnego z namiotami piwnymi, które pojawiają się czasami w Polsce.

Namioty na Oktoberfest SĄ OGROMNE. Jest ich 14 a w każdym mieści się około 8 – 10 tysięcy (naprawdę!) osób.

Nie są to naturalnie materiałowe namioty jakie można spotkać na polskich plenerowych imprezach. Oktoberfestowe namioty bardziej przypominają duże hangary niż coś co można sobie rozstawić na działce za domem. Mają normalną twardą podłogę z desek a w środku często są też dodatkowe poziomy.

oktoberfest namiot od zewnątrz

Namiot od zewnątrz…

namiot oktoberfest

i od środka. Tylko ludzi w nim kilkadziesiąt razy więcej

Pod każdym namiotem, na przestrzeni podzielonej na nieco mniejsze strefy ustawione jest mnóstwo stołów, przy których z dwóch stron stoją ławy. I właśnie na tych ławach tłoczą się ci wszyscy ludzie, którzy chcieli by wypić piwo, zjeść coś, lub po prostu poprzekrzykiwać się trochę z kilkutysięcznym tłumem. Nie liczcie na specjalną wygodę – ławy są drewniane, twarde, oparciem z tyłu są plecy innego człowieka a z boku.. cóż, boki jeszcze innych człowieków.

Nie siedzisz? Nie pijesz!

Udało Wam się wejść do namiotu? Szukacie baru aby stanąć i wypić przy nim kufel piwa? Nic z tego.

Na Oktoberfest nie ma czegoś takiego jak bar. Wszystkich gości obsługują kelnerki (o nich za chwilę) a one podchodzą tylko do tych, którzy znaleźli miejsce przy stole.

oktoberfest wędrówki w poszukiwaniu miejsca

wędrówki w poszukiwaniu miejsca…

Wejście do namiotów jest darmowe, miejsca przy stolikach też ale znalezienie takiego miejsca graniczy z cudem. Dlatego też wiele osób decyduje się na wcześniejszą rezerwację. Na własnym przykładzie (byliśmy większą, firmową ekipa) wiem, że najlepiej zabrać się za to kilka – kilkanaście miesięcy wcześniej. Nasze trzy stoliki były zarezerwowane prawie ROK wcześniej. Rezerwację potwierdza się naturalnie zaliczką (nawet kilkuset Euro za stolik), która jest zapisywana na poczet rachunku (i tak i tak nie wystarczy, no chyba, że się oszczędzacie).

Co mi się podobało – jeśli na stolikach jest informacja o rezerwacji to nikt nie siada przy nich „na chwilę, póki ci z rezerwacji nie przyjdą”. Wokoło jest tłum,  a zarezerwowane stoliki stoją puste.

Walka o miejsce przy stole jest zażarta, po namiocie cały czas snuje się mnóstwo ludzi, którzy wypatrują wolnego miejsca. Zwykle jednak zwalniają się one niezwykle rzadko.

Niemiecki porządek picia

Niemcy słyną na świecie z wielu rzeczy. O niektórych pewnie woleli by zapomnieć, ale fakt, że są narodem zorganizowanym i porządnym jest ich niewątpliwą zaletą i ujawnia się także podczas Oktoberfest.

Ze względu na to, że namioty, w których można pić piwo napełniają się BARDZO szybko (dla gości otwiera się je o 10 rano a w weekendy o 9 i pół godziny później są już wypełnione po brzegi) to aby jak najwięcej osób mogło znaleźć w nich miejsce codzienne picie zostało podzielone na dwie tury.

Pierwsza tura, gdy namioty zostają otwarte zaczyna się o 10 rano i trwa do godziny 15. Potem wszyscy są z namiotu wypraszani, przez godzinę trwa sprzątanie i o 16 drzwi namiotów otwierają się na nowo, aby kolejni odwiedzający mogli w nich znaleźć swoje miejsce i pić do 22:30.

oktoberfest zmiana tury picia

zmiana tury picia – pijani wynocha, teraz czas sprzątania i kolej na tych (jeszcze) trzeźwych

Mogło by się wydawać, że 5 godzin przeznaczone na jedzenie i picie to dużo czasu, ale uwierzcie mi, czas w namiocie płynie szybko, odmierzany kolejnymi browarami i jedzeniem. Oraz naturalnie ulubioną Oktoberfestową rozrywką – czyli jeden obala litr piwa na raz a reszta się cieszy. Czy to nie piękne?

Z drugiej strony, dłuższe tury mogły by być zbyt męczące, ze względu na fakt, że hałas jaki panuje w środku jest wręcz nie do opisania. W końcu jeśli 10 tysięcy osób zaczyna gadać jednocześnie to po prostu nie da się aby było cicho…

oktoberfest tu nie może być cicho

Tu po prostu  nie może być cicho

A teraz czas na gwóźdź programu, czyli…

Jedzenie, picie i….

5 godzin pod namiotem, o suchym pysku… Nie, nawet Niemcy nie mogą być tacy okrutni. Dlatego wszyscy, którym uda się znaleźć miejsce siedzące mogą szybko ugasić swoje pragnienie piwem.

oktoberfest pragnienie ein mass

czujecie już pragnienie?

Stwierdzenie „wyskoczę tylko na jedno piwko” nabiera tutaj zupełnie nowego znaczenia, albowiem ma ono tutaj dość nietypowądla Polaków pojemność. Zresztą, na Oktoberfest nie zamawia się piwa (ein Bier), zamawia się „Ein Maß”. Pod tym pojęciem kryje się litr piwa, wlany do kufla, zwanego Maßkrug.

oktoberfest masskrug

Podawane podczas święta piwo jest specjalnie przygotowywane na tą okazję i ma wyższą niż zwykle zawartość alkoholu (około 6% objętości). W każdym namiocie podaje się piwo z browaru, który jest patronem danego przybytku, więc na próżno w namiocie Paulanera prosić np. o Spaten. Ein Maß to ein Maß, koniec i kropka.  Jedno piwo na Oktoberfest kosztuje około 10 € (dla porównaniu, piwo w sklepie kosztuje 1,5 – 2 €) i płacąc banknotem o tym nominale nie ma co oczekiwać reszty, zwykle automatycznie zalicza się ona na konto napiwku. 

Naturalnie nie samym piwem człowiek żyje a wypicie takiej ilości alkoholu na pusty żołądek mogło by zakończyć się tragedią. Dlatego też podczas pijaństwa w namiocie można wybierać z całkiem sporego wachlarza gorących dań i przekąsek. W menu nie znajdziecie chipsów ani słonych paluszków, zamówicie za to golonkę, karkówkę, pół kurczaka, a z przekąsek np. talerz wędlin i sera, który dodatkowo uatrakcyjniają rzodkiewki (!) i pokrojona biała rzodkiew.

oktoberfest przekąski

na pierwszy rzut oka taki zestaw wygląda dość dziko, ale smakuje wybornie

Wszystkie dania idealnie pasują do piwa i to się liczy! Ci, którzy koniecznie chcieli by coś pochrupać mogą zakupić precla, które roznoszą ludzie z przewieszonymi przez ramie koszami wypełnionymi tym smakołykiem. Precle są chrupiące, z grubymi ziarnami soli, pyszne. Mają tylko dwie wady – są aż za duże (jeden precel i człowiek jest pełny) no i  kosztują 5 €.

precel z oktoberfest

tak Wysoki Sądzie, rzuciłem go preclem, nie nie chciałem zabić!

 Zresztą, pozostałe dania również się cenią – jedzenie na Oktobrefest to nie jest tania impreza.

Ale ani jedzenie, ani piwo nie znalazły by się na stole gdyby nie…

Kelnerki

Istnieje legenda, że kelnerami na Oktoberfest są też faceci. Jednak jednym z symboli tej imprezy są niewątpliwie panie, ubrane w typowe bawarskie stroje ludowe, które przez cały czas trwania pijackiej orgii ciężko walczą aby zaspokoić pragnienie i apetyt gości.

Nie, nie nie! kelnerki wcale tak nie wyglądają!

Tak jak pisałem wcześniej, wnętrza namiotów podzielone są na sektory. Każdy sektor ma przypisane kelnerki. W naszym przypadku (nasz boks mógł pomieścić około 150 osób) były to dwie panie roznoszące piwo i jedna, która odpowiadała również za jedzenie.

Chociaż są osoby, które uwielbiają tą pracę (sprawdźcie artykuł na VICE) to ja uważam, że jest ona masakrycznie ciężka. Litr piwa w kuflu, który sam waży około kilograma to już dwa kilo. Po otwarciu namiotu kelnerki muszą dostarczyć taki ładunek w ekspresowym tempie około 70 – 80 gościom (moje własne obliczenia – 150 gości na dwie kelnerki).

oktoberfest kelnerki

Nie ma opcji aby nosić po dwa piwa na raz – i właśnie na jeden kurs zabierane jest zazwyczaj 6 – 10 piw jednocześnie. Bez tacy, bez żadnych wózków czy dodatkowych podpórek. Kelnerki po prostu mocno chwytają i przytulają kufle do siebie  i lecą z nimi do kolejnego stolika spragnionych gości.

jak nieść kufle oktoberfest

myślicie, że dalibyście radę? To po około 10 kilo w jednej dłoni

Na początkowo uśmiechniętych i świeżych twarzach wraz z upływem czasu widać coraz większe zmęczenie. Wszystkie kelnerki są ubrane tradycyjnie, ale na nogach noszą wygodne sportowe buty a na nadgarstkach i łokciach niejednokrotnie widziałem usztywniającą opaskę. Każda z pań jest ubrana wielowarstwowo – halka, spódnica, fartuszek i przewieszona przez pasek ścierka – po pierwsze ze względu na tradycję ale też dlatego, że wraz z upływem czasu są one coraz bardziej pooblewane piwem, które roznoszą (kufle są zawsze wypełnione po brzegi).

oktoberfest kelnerka

chwila odpoczynku

Nie zmienia to faktu, że wszystkie kelnerki do końca się uśmiechają i są nastawione „frontem do klienta”. Oczywiście przede wszystkim do tego, który sypie solidnymi napiwkami – wymagając od nich rozliczania się co do grosza narażacie się na to, że obsługująca dany rejon kelnerka zapadnie na wybiórczą ślepotę i kolejne piwo dostaniecie jako ostatni w kolejce.

Pierwsze zamówienia na jedzenie przyjmowane są już około godziny po otwarciu namiotu, jednak pani, która je od nas zbierała z uśmiechem informowała – zamawiajcie już teraz bo i tak trzeba będzie długo czekać – ta szczerość była po prostu rozbrajająca.

Jedzenie jest donoszone z jednej wielkiej kuchni, która w naszym namiocie była widoczna dla gości i można było zobaczyć jak wszyscy uwijają się w niej jak mrówki. Dość napisać, że rożnów, na których obracały się pieczone kurczaki było tam chyba z 10 (10 dużych rożnów, a w każdym z nich po kilkadziesiąt całych czikenów) – połówka kurczaka to jedno z najpopularniejszych dań podczas die Wiesn.

oktoberfest kuchnia

Klienci z rezerwacją stolika na koniec rozliczają się z opiekunkami stołów i wierzcie mi, napiwki są takie, że wypłacane w Polsce zawyżały by średnie wynagrodzenie.

A teraz P. zagląda mi przez ramię i mówi, że za wiele już o tych kelnerkach, więc uderzam w nieco mniej intymne rejony, czyli do kibla.  Czas więc na część wpisu o wdzięcznej nazwie…

Toaleta, dla znajomych KIBEL

Nie ważne czy jesteś biały czy czarny (przepraszam, Afroamerykanin), czy popierasz Ewę czy Beatę (tak, za tydzień wybory!) i czy mówisz wziąść zamiast wziąć.

Po wlaniu w siebie kilku litrowych piwek wszyscy ludzie pragną tego samego. I nie, nie chodzi mi o pokój na świecie. Po wchłonięciu w siebie Oktoberfestowego bufetu po prostu najzwyczajniej w świecie LAĆ SIĘ CHCE!

Każdy, kto stał kiedyś w kolejce do toalety na jakiejś masowej imprezie wie, jaką katorgą jest oczekiwanie na swojąkolej. Można myśleć o suchych piaskach Sahary, o polu, na które przez miesiące nie spadła ani kropla deszczu, o… a w sumie aż mi się zachciało. Dobra, to idziemy w stronę toalety.

oktoberfest kolejka do kibla

wszyscy czekacie do kibla? serio?

Nie, przy takiej kolejce na 100 % zleję się w spodnie, trzeba było słuchać P. i wziąć zapasowe!

Kolejka do kibelka, choć monstrualna posuwa się w ekspresowym tempie. Nie miałem okazji odwiedzić damskiej toalety (to i lepiej) ale w męskiej wszystko idzie jak na taśmie w zakładzie produkcyjnym.

Już na wejściu ochroniarz dba, aby delikwenci, którzy na pierwszym miejscu stawiają numerek dwa trafili do kabin, reszta karnie wędruje pod ściany, na których wiszą długaśne pisuary. Jeden szybki….. nie powiem co… i już można umyć ręce i do wyjścia, które znajduje się z drugiej strony toalety, aby ci spięci, co w kolejce nie musieli się denerwować widokiem tych spokojnych, wyluzowanych twarzy ludzi, którzy już zrobili swoje.

oktoberfest zdjęcie z kibla

tak, wiem, zdjęcie z kibla. Ale nałożyłem artystyczny filtr, więc to prawie jak sztuka

A aby na drodze do toalet nie tworzył się tłum, to wyjście z nich prowadzi totalnie naokoło, tak, że jeden nomen omen strumień (ludzi) nie przecina się z drugim. Ordnung muss sein, nawet w toalecie!

Bawarski Amisz, czyli jak się ubrać na Oktoberfest

Na die Wiesn nie ma określonego dress codu, ale mimo to większość osób przychodzi ubrana w tradycyjne stroje ludowe. Kelnerki i pracownicy dlatego, że wymaga tego od nich sytuacja, reszta ludzi robi to po prostu dla zabawy albo z chęci pielęgnacji tradycji. Dla mężczyzn oznacza to Lederhosen (spokojnie, to nie żadne przekleństwo a po prostu skórzane spodnie), sięgające lekko za kolano, do tego tradycyjne buty (brzydkie tak, że normalny człowiek w życiu nie założy czegoś takiego na codzień), wełniane skarpety oraz koszula w kratę.

Człowiek wygląda w tym trochę jak bawarski Amisz. Strój damski (z niemieckiego: Dirndl) prezentuje się lepiej, głównie dzięki wyeksponowanym dekoltom barwnym sukienkom i ogólnie dużej ilości kolorów.

damski strój na oktoberfest

ja tam się nie znam na modzie, ale koledzy mówili, że damskie stroje na Oktoberfest są naprawdę… eee.. o czym ja pisałem?

Patrzysz na taką i niby wiesz, że to Niemka, ale jakoś tak wygląda zupełnie nie germańsko a nawet… atrakcyjnie?

Dla mężczyzn, którzy mają ochotę dać się nabrać na ten na ten damski kamuflaż i patrzą na przebrane Niemki łaskawym okiem – mała podpowiedź. Zgodnie z tradycją, kobiety na Oktoberfest noszą zamocowaną przy pasie kokardę. Kokarda przyczepiona po lewej stronie oznacza singielkę, po prawej – mężatkę albo zajętą. Kokarda z tyłu – wiemy, że mamy do czynienia z wdową. Kokarda z przodu? Nie ma kobiet z kokardami z przodu, ale dawno dawno temu oznaczało to dziewicę. Teraz już tylko nie pomylić po pijaku stron i do ataku ;)

Oczywiście cała masa osób przychodzi ubrana zupełnie normalnie (albo dla odmiany totalnie wykręcenie) i nikt nie ma im tego za złe. W końcu to okazja do picia i świętowania, kto by się przejmował strojem

A na zewnątrz…

A o 15 wyganiają nas z namiotu, dosyć już tego picia!

oktoberfest panorama

Na zewnątrz trwa największy festyn na jakim w życiu byłem. Gdy weszliśmy na teren Wiesn była chwila przed 10 rano i po szerokich alejkach kręciło się może kilkaset osób. Teraz  też jest ich kilkaset… tysięcy. Grupa licząca więcej niż dwie osoby bardzo szybko się gubi, no chyba, że jesteście mocno zdyscyplinowani. Podczas moich pierwszych odwiedzin w Monachium po chwili nieuwagi odłączył się od nas jeden kolega, którego potem szukaliśmy jakieś dwie godziny. Dodzwonienie się na komórkę graniczyło z cudem (totalnie przeciążona sieć), a gdy już w końcu ustaliliśmy w którym miejscu stoi (poza bramą festynu, odnalezienie się w środku było niemożliwością) to gdy już wszyscy dotarliśmy w ten punkt to nawet wtedy aby się znaleźć straciliśmy dodatkowe 10 minut.

tłum na oktoberfest

uwierzcie mi, nie warto się tu zgubić

Naturalnie mnóstwo osób przychodzi tu dla piwa, ale nie brak też rodzin z dziećmi, które przyszły pokręcić się na licznych karuzelach, zakochanych par – można ustrzelić kobiecie misia (pluszowego!) albo bukiet róż oraz masy ludzi, którzy przyszli popatrzeć, pobawić się albo po prostu zobaczyć to ogromne święto.

My wybieramy się na jedną z bardziej znanych kolejek Olimpia Looping – pierwszy raz jadę na takim czymś i pętle do góry nogami sprawiają że przyklejam się go fotela i siedzę skulony. I ja chciałem robić zdjęcia? Dobre sobie. Uff, już się skończyło. A teraz to chcę jeszcze raz!!!

olimpia looping oktoberfest

Wejścia na karuzelę kosztują około 10 € a przejażdżka na nich trwa niestety bardzo krótko. W przypadku kolejek jest to zwykle jedno okrążenie i już, zapraszamy kolejne osoby. Diabelski młyn, z którego widać kawał panoramy miasta robi kilka kółek, ale dostarcza zdecydowanie mniej wrażeń. Cóż, Oktoberfest to po prostu gigantyczna maszynka do trzepania kasy, więc nic dziwnego, że wszystkie atrakcje mają zarobić na siebie do granic możliwości.

oktoberfest pamiątki

kolejny sposób na ściągnięcie kasy – od niej po prostu musisz! kupić pamiątkę..

Tak jak pisałem wcześniej – na terenie festynu nie spotka się ludzi z piwem w ręku. Sporo osób po opuszczeniu namiotu łapie nieco mocniejszy wiatr w żagle, ale świeże powietrze szybko chłodzi rozgrzane głowy. A kogo nie ochłodzi wiaterek, tego uspokajają ochroniarze – dzięki czemu przez cały czas nie widziałem ani jednej pijackiej burdy. Chociaż pijanych jest DUŻO.

Mimo wszechobecnego pijaństwa, które na Oktoberfest jest i być musi władze Monachium już wiele lat temu postawiły na bardziej rodzinny charakter imprezy – owszem – w namiotach piwo leje się strumieniami ale czas spędzony na zewnątrz ma się podobać i najmłodszym i najstarszym.

Na temat święta mógłbym napisać jeszcze bardzo dużo, ale, że piszę ten tekst już jakieś 3 dni a niektórzy nie lubią tyle czytać, to czas na…

10 ważnych faktów o Oktoberfest

  • Chociaż Oktoberfest to „Październikowe Święto” to większa jego część rozgrywa się we wrześniu. Dzieje się tak dlatego, że już w dawnych czasach święto przeniesiono na wrzesień ze względu na kapryśną październikową pogodę
  • Jeśli chcecie się napić piwa, to tylko w jednym z namiotów! Poza nimi, na die Weisn nie ma piwa. Uwaga – w namiotach piwo dostaną tylko siedzący przy stoliku – warto przyjść wcześniej, albo zarezerwować stolik dużo wcześniej (można to załatwić przez wyspecjalizowane, także polskie firmy)
  • Oktoberfest nie jest imprezą dla oszczędnych. Chociaż wejście na teren i do namiotów jest za darmo, to piwo kosztuje tu 10 €, każda karuzela mniej więcej tyle samo. Przejazdy taksówką w centrum Monachium drożeją na ten czas jakieś 30 – 40 % a dobry (wcale nie najdroższy!) hotel potrafi kosztować kilkaset Euro za noc. Myślicie o przylocie samolotem? Na kilka miesięcy przed imprezą bilety kosztują po kilkaset złotych. Na kilka dni przed – trzeba za nie zapłacić nawet 2 – 3 tysiące złotych.
  • Podczas picia w namiocie dobre układy z kelnerką to podstawa. Nie ma co oszczędzać kilka Euro napiwku. Uwaga – nie myślcie nawet o obłapianiu czy poklepywaniu kelnerek. Raczej na pewno skończy sięto wezwaniem ochrony lub policji. A sami wiecie, co Niemcy potrafią wyczyniać ze swoimi więźniami…
  • Podczas „tury” picia, gdy namioty zapełnią się już do granic pojemności bardzo często po wyjściu nie będzie już można do niego wrócić zanim w środku trochę się nie zluzuje. Zazwyczaj informacja o tym jest wywieszona wielkimi czerwonymi literami na drzwiach.
  • Chociaż w namiotach co chwilę ktoś staje (lub tańczy) na ławie to stawanie lub tańczenie na stole jest zabronione!
  • Gdy słyszycie ” Ein Prosit, Ein Prosit  der Gemütlichkeit!” to nawet macie dość – pić trzeba. Generalnie ta niemiecka przyśpiewka to coś na kształt naszego „i jeszcze jeden i jeszcze raz”. Dla hardkorowców – cała piosenka:

  • Podczas festynu nigdzie nie kupicie ani McDonalds ani nawet kebsa. Wszędzie dookoła można za to dostać Bratwurst (kiełbasę z rusztu), bułki w różnymi rodzajami mięsa i tym podobne przysmaki.
  • Niemiecka muzyka ludowa naprawdę wyróżnia kilkanaście brzmień UMPA UMPA UMPA na puzonie, nawet jeśli dla uszy przeciętnego Polaka wydaje się to nie do odróżnienia.
  • Oktoberfest jest przede wszystkim po to, aby dobrze się bawić! Lepiej więc wybrać się nań w większym gronie, samotnie można łatwo utopić się w tłumie.

A dla tych, którzy kochają wszelkiego rodzaju zestawienia, podsumowania i tym podobne:

Oktoberfest w liczbach

  • W 2015 Oktoberfest odwiedziło około 5,9 miliona osób
  • Wypito 7,7 milionów (!!!!) (!!) litrów piwa
  • Zjedzono 114 wołów, 50 cieląt i niezliczone ilości kurczaków
  • ponad 100 tysięcy osób zostało złapanych na próbie kradzieży kufla z namiotu. Szacuje się, że około 200 tysiącom osób ta sztuczka się udała.
  • Po imprezie znaleziono: ponad 600 paszportów, 580 portfeli, 320 komórek, 230 par okularów, podobną ilość toreb i plecaków, 18 aparatów
  • Najdziwniejszymi zgubami po tegorocznej imprezie był: pies, dwie ślubne obrączki, dwie tradycyjne sukienki, dwie pary skórzanych spodni (niektórzy to mieli udaną imprezę!) oraz 4 bilety na całkowicie wyprzedany mecz pomiędzy Bayern Munchen a Hannover 96.

Po prostu musicie to zobaczyć

Po dwóch wizytach na Oktoberfest mogę stwierdzić z pełnym przekonaniem:

TO NIE JEST IMPREZA DLA MNIE. Te wszystkie dzikie tłumy, ten hałas, to całe PIWO (no dobra, teraz już lekko wymyślam).

Nie zmienia to faktu, że Oktoberfest jest wydarzeniem jedynym w swoim rodzaju, o którym w Polsce mamy dość mgliste pojęcie, bazujące na doświadczeniach z festynów i innych imprez masowych, które do Wiesn się po prostu nie umywają. 

Najlepszy naturalnie byłby wyjazd ze zgraną ekipą, ale rodzinny wypad też może sprawić Wam wiele przyjemności. Na tym kończę już ten wpis, dawno nie było na blogu tak długiego tekstu. 

Naturalnie jeśli macie jakieś pytania, to chętnie odpowiem na nie w komentarzach, a tymczasem… PROST!

4 komentarze na temat “245. Oktoberfest – życie i śmierć pod namiotem czyli fakty i mity o Oktoberfest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.