24. To już 9 Grand Prix Szczecina a ja nadal bez formy.

bieganie sposób na schudnięcie
bieganie sposób na schudnięcie jestesmyfajni

Dziś (09.06.2013) na szczecińskiej Arkonce odbyło się 9 biegowe Grand Prix Szczecina.

Była to przedostatnia impreza przed największym biegowym wydarzeniem Szczecina – Półmaratonem Gryfa 2013.

Ostatnie, 10 już Grand Prix będzie w naszym mieście 30 czerwca.

A ja mam nadzieję, że nie dam dupy tak strasznie jak dałem na tym.

Pamiętacie gdy pisałem o moim i Piotra udziale w 8 Grand Prix ?

Biegliśmy wtedy w „formie zerowej” bez przygotowania i tak na prawdę tylko po to, żeby się sprawdzić. Cierpiałem wówczas niesamowicie, bo organizm nieprzyzwyczajony do takich dystansów odmawiał posłuszeństwa i każdy kilometr był cierpieniem. Dosłownie. 

Od tamtego czasu sporo potrenowałem, zarówno na siłowni jak i pod chmurką i dziś wyruszałem na Arkonkę z zupełnie innym nastawieniem.

ja i moje nastawienie

ja i moje nastawienie

W planach miałem wyprzedzić moich pogromców z ostatniego biegu, tj:

– 10 letniego chłopca

– człowieka biegnącego z psem

– wszystkich ludzi powyżej 60 roku życia.

Udało mi wykonać dwa pierwsze założenia. Dziesięciolatka wyprzedziłem głównie dlatego, że nie przyszedł (najwyraźniej uznał, że w takim wieku bieganie jest dla frajerów i zajął się wyrywaniem panienek), a faceta z psem udało mi się pokonać bo jego czworonożny towarzysz (wyjątkowo kudłaty) nie wytrzymał upału i musiał odpocząć – w przeciwnym razie byłbym długo po nich bo dogoniłem ich zaraz przed metą.

Poza tym, od ostatniego razu nie zrobiłem ŻADNYCH POSTĘPÓW.

What DA FUCK ?

Myślę, że popełniłem kilka błędów.

– zawsze, kiedy biegam, nastawiam się na to, aby biegać jak najdłużej i jak najdalej. Nie liczy się tempo a ilość kilometrów i czas. Dlatego zawsze kłusuje ulicami podziwiając samochody, psy, domy i wszystko co po drodze da się podziwiać – a w ogóle nie zwracam uwagi na tempo – i to się na mnie dziś zemściło – po prostu dużo ludzi było ode mnie szybszych. 

– chyba jednak śniadanie złożone z zupki AMINO (rosół,mniam:)) to trochę za mało – chociaż w sumie – makaron był :)

– no i przede wszystkim nie udało mi się tym razem namówić Piotra a ostatnio to przecież on mnie motywował..

Jaki z tego morał ?

Po prostu – muszę wziąć się za siebie, poćwiczyć trochę bardziej biegi na krótszych dystansach a makaron ugotować, zamiast tylko zalewać zupkę chińską (w sumie to polską).

PS: organizacja jak zawsze była na prawdę na poziomie, tym razem zaskoczyło mnie to, że półgodziny po tym jak wpadłem zdyszany na metę dotarł do mnie SMS z moim wynikiem (ostatnio jakoś to nie zadziałało) – fajna sprawa.

mój wynik

mój wynik

Do następnego biegu !

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. 20 października, 2013

    […] (O Grand Prix Szczecina pisałem już TU i TUTAJ TEŻ) […]

  2. 19 stycznia, 2014

    […] Trasa jest już wszystkim tak dobrze znana, że nie ma chyba sensu abym ponownie ją opisywał. Od poprzednich biegów odróżniało ją tylko to, że w niektórych miejscach błoto soczyście mlaskało pod stopami. Dla tych, którzy jednak chcieli by o niej poczytać – polecam wam TO, TO i jeszcze TO miejsce. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: