56. 2 tygodnie diety FAST FOOD – moje obserwacje i Dieta Leniwego Endomorfika.

zjedz burgera jestesmyfajni fast food
zjedz burgera jestesmyfajni fast food

Mężczyzna pozostawiony sam sobie może:

  • dokonać przełomowego odkrycia;
  • wpaść na jakiś absurdalnie głupi pomysł, zrealizować go i na koniec zatrzeć ślady, jakby nic nigdy się nie stało (nigdy nie podgrzewajcie całych jajek w mikrofalówce!);
  • wyjść do sklepu po „coś do żarcia” zrobić zakupy za kilka stów i wrócić do domu nadal nie mając nic do jedzenia;

Może też zrobić wiele innych głupich rzeczy.

Ale jedno jest bardziej niż pewne:

Facet pozostawiony sam sobie, nie będąc zmuszonm przez okoliczności (np. goście) na pewno nie zajmie się gotowaniem! 

Są naturalnie wyjątki (wyjątki tylko potwierdzają regułę) ale ja do nich nie należę.

takie tam w kuchni

takie tam, w kuchni

Jeśli nie muszę, to szczytem moich kulinarnych możliwości jest filet z piersi kurczaka i warzywa z mrożonki. Tak – piszę, że to szczyt moich możliwości, ponieważ zwykle rezygnuję z przygotowywania fileta i pozostaje przy samych warzywach z mrożonki – albo ewentualnie jakimś gotowym daniu.  Takie dania są fajnie –  bezproblemowe, ale mimo wszystko wymagające minimalnego wysiłku i dające chociaż złudzenie tego, że nie są niezdrowe.

Ale naturalnie jest jeszcze druga droga, ścieżką znacznie mroczniejszą, przez gęsty las, gdzie co rusz potykasz się o wystające z ziemi korzenie, gałęzie, hamburgery, hot -dogi, kebaby, CHWILA, CZEKAJ CO ? 

Tak moi drodzy –

Jest jeszcze FAST FOOD.

fast-food

fast food to złoooo

Ostatnio był w moim życiu taki okres, że musiałem wyżywić się sam. P. wyjechała w rodzinne strony (raptem 100km od Szczecina ale zawsze) a ja po pracy byłem na ogół zbyt zmęczony, żeby kombinować jakiś obiad.

Śniadania załatwiałem „na biegu” – to znaczy pączek + kanapka z Żabki albo kajzerka z jakiem z McDonalda.

Drugie śniadanie w pracy zastępował mi pączek albo zupka instant. Czasami zjadłem nawet jakiś owoc (zależnie od tego, co udało mi się dorwać we wspomnianej wcześniej Żabce).

Obiad – tu wybór był zarazem bardzo szeroki i wąski jednocześnie. Moi dealerzy jedzenia dzielili się pomiędzy wielką trójcę (McDonald, Burger King, KFC) a pomniejszych (kebab/szaszłyk/kurczak z rożna) dostawców junk food’u).

I tak spędziłem tydzień, podczas którego na śniadanie pożywałem przede wszystkim węglowodany w postaci pączka a na obiad dodawałem do nich tłuszcze z fast foodów. 

Drugi tydzień minął mi na służbowym wyjeździe.

Mieszkając po hotelach nie ma się zbyt wiele okazji aby cokolwiek ugotować a niestety miejsca, w których mieszkałem nie proponowały żadnych sensownych obiadów, więc dzień zaczynałem najczęściej kanapką z Orlenu / lub innej stacji benzynowej a kończyłem znowu w McDonaldzie/Burger Kingu/KFC.

Jaki z tego morał ? 

Właściwie nie było by żadnego, gdyby nie to, że przed wyjazdem miałem okazję zważyć się na wadze, która oprócz kg podaje również poziom tłuszczu.

Wyniki ?

  • Przed dwutygodniową dietą fast foodową ; 89 kg wagi, 16,5 % tłusczu.
  • Po dwutygodniowej diecie fast foodowej : 94 kg wagi, 18 % tłuszczu.

Samopoczucie :  już po pierwszym tygodniu „diety” byłem senny, czułem się beznadziejnie i bez chęci do życia – do 18 jeszcze jakoś funkcjonowałem, później mogłem już głównie drzemać.  Natomiast w nocy – chociaż zasypiałem wzorowo – budziłem się a rano często byłem zlany potem.

14 dni niewłaściwego odżywiania dodało mi 5 kg wagi, sprawiło że konkretnie się obtłuściłem a moje samopoczucie i samoocena zostały sprowadzone do parteru.

Fast foody często „ratują życie” kiedy trzeba wykombinować na szybko coś do jedzenia – ale nie ma co robić z fast foodu sposobu na codzienną dietę.

Nawet, jeśli jest się tak leniwym jak ja.

Dlatego myślę nad nowym działem na jestesmyfajni.pl – DIETA LENIWEGO ENDOMORFIKA – czyli dania, które można przyrządzić łatwo, szybko i najlepiej niedrogo – a jednocześnie takie, które nie będą gnębić wyrzutami sumienia w postaci fałdów tłuszczu powstających w wyniku ich zjedzienia.

ktoś ma jakieś pomysły ? 

Może Ci się również spodoba

12 komentarzy

  1. Łucja pisze:

    U mnie w domu też często szliśmy na łatwiznę. Myśl o przygotowywaniu obiadu czy innej kolacji zawsze mnie zniechęca: począwszy od przemyślenia co dziś zjemy, poprzez weryfikację czy aby na pewno wszystko do zaplanowanego dania jest, aż po stanie przy garach. No nic przyjemnego a potem jeszcze te gary pozmywać. NIE LUBIĘ GOTOWAĆ :)
    Dlatego fas foody czy junk foody są bardzo dobrym interesem :) Ludzie mają coraz mniej czasu i chęci na gotowanie.
    Niestety oprócz spustoszenia zdrowotnego niosą one za sobą spustoszenie finansowe. Zastanówcie się ile można oszczędzić nie odwiedzając tego typu miejsc.
    Zawsze myślę o skutkach finansowych i zdrowotnych i dopiero wtedy zabieram się za to mozolne gotowanie. Od jakiegoś czasu unikamy szybkiego żarcia i dobrze na tym wychodzimy.

  2. lilalo1981 pisze:

    ja uwazam ze mimo wszystko lepszym pomiarem jest pomiar kalipersem. Co do wagi tez mam taka, jednak waga ktora ma dwa senory odczytuje tylko pomiar od dolnej czesci ciala, od jednej nogi do drugiej, wiec nie jest to zbyt dokladny pomiar, zas te wagi z czterema sensorami coz… cena juz jest duzo wyzsza. A co do junk food :) ja sie martwilam ze przez 2 miesiace 4 kg przytylam a Ty na fast foodach tak mnie wyprzedziles!! A odczucia mam te same, wiecej fast food- gorsze samopoczucie :/

    • jacekes pisze:

      – co do wagi – wiem, że to półśrodek, ale zawsze jakiś sposób na pomiar.
      -Kalipser – kojarzy mi się z jakimś kosmicznym urządzeniem, to są takie szczypce jak na jednym Twoim zdjęciu, right ?
      – a co do dodatkowych kilogramów – taki los endomorfika :)

      • lilalo1981 pisze:

        mam nadzieje ze twoja polowka wrocila i uratowala przed dalszym wciagniem junk food, kolejny dowod na to jak mezczyzna bez kobiety ciezko sobie radzi ;) Tak te szczypce sa swietne do mierzenia i kosztuja pare groszy.

    • Ran, szukałem tego kalipersa, ale ktoś to radośnie sprzedaje w Polsce jako… fałdomierz :)

  3. Mistrzu, powiedz o tych wagach, bo to na pierwszy rzut oka pic na wodę fotomontaż. Jak na podstawie jeno wagi i wzrostu waga może ocenić ilość tłuszczu?

    • jacekes pisze:

      Witam sceptyka ;) !
      Mi też się tak wydawało, ale trochę poczytałem i chyba nie jest tak źle ! Waga mierzy poziom tłuszczu (mięśni, wody itd) przepuszczając prąd pomiędzy dwoma stopami i mierząc czas jaki jest potrzebny na taki pomiar (różnice są liczone w ułamkach sekund / sekundach).
      Naturalnie przed pomiarem (w lepszych wagach) musisz wprowadzić swój wzrost, płeć (kobiety mają więcej tkanki tłuszczowej niż faceci), wagę waga mierzy sama.
      System opiera się na tym, że prąd szybciej przechodzi przez ciało, które zawiera dużą ilość wody – mięśnie zawierają wodę a tłuszcz nie – ergo im szybciej płynie sygnał tym więcej masz mięśni a mniej tłuszczu. Resztę waga wylicza z proporcji – SCIENCE BITCH!!
      System jest ułomny, na odczyty może wpłynąć np. to jak bardzo jesteś najedzony, nawodniony itp – w tańszych wagach, które nie uwzględniają płci i wzrostu wynik jest jeszcze mniej miarodajny – co nie zmienia faktu, że jeśli sprawdzasz go o tej samej porze dnia (np. rano przed śniadaniem) to chociażby wzrost lub spadek wskazywanego poziomu może dać do myślenia.
      Gdzieśtam kiedyśczytałem, że błędy mogą wynieść do 4% wartości pomiaru – jak dla prawie 100 kg gościa jak ja – nie ma dramatu :)
      PS – jak chcesz to przyjdź i się zważ :P

      • Mam taką wagę, ale nigdy nawet nie sprawdzałem tego trybu, z powodów że pic na wodę.

        Teraz sprawdzałem i pokazało, że mam ponad 24% tłuszczu.. Science, thou art a heartless bitch :] natomiast tak jak mówisz – przyda się do obserwowania zmian

      • jacekes pisze:

        24 % to dużo … chyba czas, abyś zaczął śledzić postępy w zmniejszaniu tej wartości :)

      • co jest dla mnie niezrozumiałe do końca. Teraz regularnie biegam na siłkę i ćwiczę cardio w domu, a przy okazji mocno filtruję jedzenie. Jedyne większe źródło węgli to pieczywo i makaron (okazjonalnie kasza gryczana i ryż) jedzone w dni siłowniane. No nic, najpierw trochę masy, potem rzeźba :)

  1. 7 stycznia, 2014

    […] po 2 tygodniach diety fast food czułem się jak wrak człowieka i to wrak przynajmniej dwukrotnie zezłomowany. Tymczasem […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: