169. Bo fajnie jest biegać gdy jest ciemno (5 powodów, niekoniecznie z sensem)

szczeciński nocny bieg szczecin
szczeciński nocny bieg szczecin

Lato minęło, ciąża pozostała – zwykł mawiać wielki polski poeta (nie wiem który, ale plotki na mieście słyszałem). Ja wielkim poetą nie jestem, więc napiszę tylko – nadchodzi jesień!

A wraz z nią coraz ciemniejsze wieczory i refleksja – czy 20 godzina to już za późno na bieganie, czy może jeszcze nie?

Dziś udowodnię Wam, że nie – siadajcie więc i czytajcie, bo oto…

Pięć powodów dla których fajnie jest biegać gdy jest już ciemno.

A jest fajnie, bo…

1. Bo (Prawie) nikt nie widzi

Zaczynasz biegać? Wstydzisz się braku kondycji? Zupełnie niepotrzebnie, przecież wszyscy kiedyś zaczynali. Ten cwaniaczek, który dziś omija Cię w tempie, które wydaje się nie do osiągnięcia też jakiś czas temu wypluwał płuca na drugim kilometrze. Ale jeśli jednak czujesz dyskomfort oblewając się potem na oczach wszystkich wieczornych spacerowiczów – poczekaj te dwie godziny – o 20 widownia będzie już dużo mniejsza. A inni biegacze również będą patrzyć łaskawym okiem. W końcu oni też pamiętają jak ciężko było zacząć.

bloki po ciemku bieganie wieczorem

po ciemku nawet moje bloki wyglądają jakoś tak mniej brzydko

2. Bo odblaski tak zajebiście wyglądają po ciemku

Nie wiem czy wiecie, ale od pierwszego września 2014, każdy kto porusza się poza obszarem zabudowanym musi mieć na sobie jakiś element odblaskowy (brak grozi mandatem). Może to być opaska, zawieszka, ale równie dobrze wystarczą odblaskowe wstawki, jakie znajdują się w ubraniach i butach dla biegaczy. A skoro już macie w swoich biegowych ciuchach te wszystkie wszywki, wstawki i inne gadżety, to głupio było by nie wykorzystać ich możliwości.

Niech wszystkim nam będzie dane chociaż raz w życiu zabłysnąć (nic, że w nocy).

odblaski na ubraniach

po ciemku wyglądają jak zwykłe białe paski a w nocy zmieniają się… w odblaski! (spodenki PUMA, dzięki którym moje dupsko nabrało blasku)

3. Bo nocą bezpieczniej jest biegać niż chodzić

E! Kierowniku, dorzuć do piwa!

Kto choć raz w życiu nie usłyszał tego tekstu ten nie zna życia. Pół biedy gdy o datek na piwo pyta nas kulturalny mężczyzna po 50, od którego z kilometra czuć już wodę toaletową Aqua de la Mocz. Gorzej, gdy napotkamy stadko przyjaznych Panów, pasjonatów elektroniki, którzy żywo interesują się modelem naszego telefonu. Dla spacerowicza takie spotkanie może skończyć się potrzebą zakupu nowego aparatu (bo stary niestety zmienił właściciela). Tymczasem biegacza takie problemy nie dotyczą. 

Z gracją przebiega mijając stadko współczesnych anty-Janosików (okradają wszystkich jak leci, ale ich łupy nie trafiają do biednych tylko do kantorów) – w końcu to, że są ubrani w dresy nie znaczy, że też dadzą radę pobiec. 

Piszę to z własnego doświadczenia – lekkie zwiększenie tempa biegu już nie raz sprawiało, że zawodnik, który chciał wystartować do mnie z łapami po prostu kapitulował. A ja nie czułem, żebym uciekał – w końcu pokonałem przeciwnika siłą swoich mięśni! A że nie rąk a nóg? Szczegóły Panie, szczegóły! 

4. Bo wszyscy biegacze po zmroku łączą się

Zróbcie test.

Najpierw biegając w dzień pozdrawiajcie wszystkich biegaczy, którzy miną Was z naprzeciwka. Może to być zwykłe machnięcie ręki, proste „hej”, możecie też odegrać solo na puzonie – ale ze względu na to, że puzon jest zwykle dość ciężki w transporcie a poza tym podczas biegu często brakuje tchu – mimo wszystko polecam machnięcie ręką.

W dzień odmacha co trzecia – czwarta osoba.

W nocy każdy, no, może poza najbardziej zatwardziałymi nie-odmachaczami, którzy nie machają, bo to zbyt mainstreamowe -ale im już nic nie pomoże. 

Dlaczego? Bo w nocy wszyscy biegający stają się jakoś bardziej sobie przychylni. Skoro już wychodzisz zrobić kilka rundek gdy jest ciemno – znaczy się jesteś hardkorem. A hardkor hardkorowi hardkorem! I to jest prawdziwy hardkor.

pozdrów biegacza biegaczu

biegaczu, pozdrów biegacza! (także po ciemku)

5. Bo jest czas

Na sam koniec zostawiłem najważniejszy powód, dla którego wybieram bieganie po ciemku. A brzmi on po prostu – bo jest czas. Gdybym rezygnował z biegania za każdym razem, kiedy wrócę do domu a na dworze zaczyna się ściemniać – musiałbym porzucić treningi na całą jesień i zimę (no, może w weekendy udało by się trochę poprzebierać nogami po jasności).

Wieczorem po prostu jest chwila aby wyruszyć na trasę i nie ma co wmawiać sobie samemu, że zapadający zmrok jest przeszkodą. 

To tak naprawdę tylko kolejna kiepska wymówka. 

Tak więc następnym razem gdy znowu nie zdążycie zacząć biegać bo słońce niespodziewanie zajdzie zbyt szybko – wówczas przypomnijcie sobie ten tekst, odnajdźcie odblaski i ruszajcie biegać po ciemku. 

Będzie fajnie, obiecuję!

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. littlelychee pisze:

    Ale jaka motywacja do tego żeby przyspieszyć :P z jednej strony chcesz uciekać jak najdalej, a z drugiej marzysz o tym żeby już Cię dogonił. A jak dogoni to ryczysz (w każdym razie ja) jakby to była meta maratonu :D

  2. jacekes pisze:

    Uff, kamień spadł mi z serca ;) chociaż trochę szkoda – fajne było by takie wyzwanie :P
    Co do spodenek – to jest też taka kurtka – w sumie jak widziałem to w sklepie to trochę się podśmiewałem a spodenki kupiłem tylko dlatego, że były w promocji (promocje, yeah!) – a teraz super mi się podobają :)

  3. littlelychee pisze:

    Haha jakie pasiaste porty :D takiego bąka to bym z kilometra widziała.
    (informuję że nie musisz się na razie zapisywać na żaden maraton, bo nie biegnę – czuję się jak flak i teraz staram się opchać pakiet)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: