288. O Ćwierćmaratonie Bociana słów kilka

ćwierćmaraton bociana 2016 mapka
ćwierćmaraton bociana 2016 mapka

Jeśli oczekujecie typowej relacji z V Ćwierćmaratonu Bociana to bardzo Was przepraszam, ale nic z tego . Nie chce mi się pisać, zmęczony jestem, nogi mnie bolą, biometr niekorzystny, kawa nie działa, deszcz pada a ja nie mogę się porządnie wyspać od jakichś 3 lat.Poza tym, dużo było ostatnio relacji i chcę dać Wam trochę od nich odpocząć.

Dlatego dziś napiszę tylko kilka moich przemyśleń, bo..

V Ćwierćmaraton Bociana 

z pewnością jest imprezą, która zasługuje na wzmiankę na blogu. Najlepiej taką w punktach. Każdy kocha punkty.

Po pierwsze – lokalizacja – Warszewo – kochane i znienawidzone

Ach, Warszewo. Dzielnica pełna sprzeczności. Ludzie, którzy mieszkają tu od dawna nie wyobrażają sobie życia poza nim. Ci, którzy mieszkają poza Warszewem (w tym ja) nie wiedzą, jak w ogóle można tam mieszkać. Praktycznie wieś, ale zabudowana blokami gęściej niż nowojorski Manhattan. Niby jest tam tysiąspięścetstodziewięćset mieszkań, ale w całej dzielnicy jest tylko jedna ulica i to w dodatku szeroka jak przeciętny górski strumień. Z jedną różnicą – w górskim strumieniu woda płynie. Na ulicy Duńskiej samochody stoją.

Warszewo to jednak nie tylko bloki, to także mega klimatyczna puszcza Wkrzańska – zdecydowanie mniej zatłoczona niż las Arkoński czy popularne rejony puszczy Bukowej. I to tam skieruję dziś bieg tego wpisu.

Po drugie – organizacja – bieg inny niż wszystkie

Jeśli nigdy nie słyszeliście o Ćwierćmaratonie Bociana, to spokojnie – nie ma w tym nic dziwnego. Jest to bowiem impreza nieco inna niż wszystkie. Jakiś czas temu, przy okazji Arkońskiej Siódemki pisałem, że podobają mi się biegi organizowane oddolnie, niestandardowo. Ale jeśli uznać Arkońską Siódemkę za mały bieg, to Ćwierćmaraton Bociana trzeba by uznać za start totalnie undergroundowy, bardziej tajny niż podziemny krąg, sekretny, nieoficjalny i równie ukryty jak inteligencja 3/4 posłów na sejm Rzeczypospolitej Polskiej.

ćwierćmaraton bociana przed startem

czy to już wszyscy?

Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem – jadąc na start serio myślałem, że będzie to co najmniej średniej wielkości wydarzenie. Tymczasem, okazało się, że w zawodach bierze udział 40 biegaczy oraz nieco ponad 20 osób od nordic walking. To niecałe 70 osób! Na ćwierćmaratonie! W dodatku okazało się, że większość startujących to znajomi, którzy doskonale kojarzą się z przeróżnych startów.

ćwierćmaraton bociana biuro zawodów

biuro zawodów. Zdjęcie robiłem z tajniaka ukryty za drzewem.

Biuro zawodów, dodatkowe numerki (moja 44 była zawodowo narysowana markerem), spacer na miejsce startu – wszystko było totalnie swojskie i „w rodzinie”.

ćwierćmaraton bociana 2016 numer startowy

w biurze zawodów numery startowe dla tych, którzy nie zarejestrowali się wcześniej rysowała bardzo uzdolniona plastycznie Pani. Prawda, że ma talent :)?

Po trzecie – ludzie gadają (dużo i niekoniecznie z sensem)

Przyznam, że do pewnego momentu byłem do tego wszystkiego bardzo negatywnie nastawiony. Ok, lubię małe imprezy, ale „Bocian” od początku wywarł na mnie nienajlepsze wrażenie. Z kątów nieco wyzierały niedociągnięcia, wynikające z małej ilości zaangażowanych osób i mikro budżetu (15 zł opłaty startowej w dniu zawodów).

Dodatkowo atmosferę podsycali weterani imprezy, opowiadający „świeżakom” o poprzednich edycjach. Nasłuchaliśmy się, jak to w poprzednich latach niektórzy zagubili się na trasie – podobno jeden człowiek do tej pory biega po puszczy pytając spacerowiczów, czy nie widzieli gdzieś bociana (chodzą słuchy, że zatrzymuje się tylko na posiłek i żeby podładować telefon, w przeciwnym razie wyłączył by mu się trening na Endomondo).

ćwierćmaraton bociana 2016 mapka

mapka otrzymana przed startem była symboliczna, służyła przede wszystkim do podbicia jej w trzech punktach trasy

Trochę mnie to wszystko przeraziło – nie chciałbym aż tyle błądzić po puszczy. Po pierwsze – dosyć się tamtego dnia spieszyłem a po drugie – jak się tam golić – a ja niestety średnio wyglądam z zarostem a nie zabrałem ze sobą golarki.

Potwierdziła się jednak stara prawda, że nie zawsze warto słuchać narzekań, bo okazały się one być totalnie na wyrost.

Po czwarte trasa – puszcza, las i sama słodycz

Na samym początku (i końcu, pierwsze i ostatnie 2 kilometry biegły tym samym śladem) trasa prowadziła po asfalcie, wśród domów, na które pewnie nigdy w życiu nie będzie mnie stać. Jednak jej najważniejsza i najlepsza część to ścieżki puszczy Wkrzańskiej. Przyznam, że nigdy wcześniej tam nie byłem i gdy na 8 kilometrze wybiegłem  lasu z powrotem na asfalt byłem totalnie urzeczony.

ćwierćmaraton bociana 2016 drga asfaltowa

Trasa wbrew temu co słyszałem przed startem była całkiem nieźle oznakowana (widać, że organizatorzy wyciągnęli wnioski z wcześniejszych niedociągnięć) – można się przyczepić tylko do jednej bardzo długiej prostej, na której przydał by się jakiś znak, że to ciągle ta właściwa trasa – w pewnym momencie biegu nie miałem nikogo ani przed ani za sobą i oczami wyobraźni już widziałem się jako człowieka lasu, walczącego z lisami, bobrami i innymi wiewiórami o jedzenie (szczęśliwie dobiegłem do kolejnego oznaczenia i do kryzysu nie doszło).

Jako, że ktoś znający puszczę mógłby zapewne skrócić sobie trasę i ominąć większość kilometrów (po co? Nie wiem, ale są wariaci, którzy dla dobrego „wyniku” zrobią wiele – ale co to za wynik z oszustwa) organizator rozstawił trzy punkty kontrolne, na których trzeba było zdobyć – pieczątki – dziurki w kształcie zwierząt.

ćwierćmaraton bociana 2016 punkt z pieczątkami

możecie wierzyć lub nie, zdjęcie wyszło tragiczne, ale to właśnie jest punkt w którym można było podbić mapkę

Sprzęt do dziurkowania został zapewne zapożyczony z lokalnego przedszkola, bo nie wyobrażam sobie do czego innego miały by służyć dziurkacze w kształcie zwierząt – ale pomysł oryginalny i chociaż trzeba się było zatrzymywać to była to ciekawa odmiana. Zresztą – stanąć musiał każdy, więc nie widzę w tym żadnej niesprawiedliwości i dziwię się niektórym, którzy narzekali na tą konieczność jeszcze przed startem.

Ale dosyć już o organizacji – macie kilka zdjęć puszczy.

ćwierćmaraton bociana 2016 puszcza

Ćwierćmaraton bociana 2016 las

Wiem, że jakość fotek jest tragiczna, ale las piękny, prawda?

Po piąte meta – nie taki Bocian straszny jak go malują

Meta – zorganizowana nieco z partyzanta, aby do niej dobiec trzeba było biec po chodniku, wymijając niedzielno – kościelnych spacerowiczów. Tu serdeczne pozdrowienia dla starszego pana, który wracał z równie wiekową małżonką z kościoła, oboje elegancko ubrani a klął na czym świat stoi, że kurwa co tu biegają nie wiadomo po co i na co. Szacuneczek drogi Panie, cieszę się, że tacy jak Pan mogą uczyć moje pokolenie kultury.

Ćwierćmaraton bociana 2016 meta

wpadam na metę. To, że moje stopy jak zwykle nie odrywają się od ziemi nie jest przypadkowe – wlokłem się niesamowicie. Zdjęcie pochodzi z galerii udostępnionej przez organizatora

Po ukończeniu biegu trzeba było niestety zwrócić mapki z pięczątko – dziurkami, ale smutek po tej niewątpliwej stracie doskonale zapełniał złoty napój z puszki oraz przysmaki z grilla, który stał już na mecie z rusztem zapełnionym różnymi pysznościami, na widok których wegetarianie mogą się tylko oblizywać.

ćwierćmaraton bociana 2016 grill

oo tak! ja niestety musiałem uciekać dalej, ale zdjęcie wygląda smakowicie (zdjęcie z galerii organizatora)

I znowu – nie było to żadne zorganizowane wydawanie jedzenia – bez talonów, kuponów na zupę itp. Po prostu – kto był głodny to podchodził, brał i jadł. Gdyby nie to, że wszyscy ludzie byli ubrani jak na bieganie oraz, że lokalizacja przy ulicy była dość mało grillowa, można by pomyśleć, że to grono znajomych spotkało się zupełnie bez okazji napić się piwa i wrzucić na ruszt trochę mięcha z rusztu. I chyba trochę tak było.

Bo Ćwierćmaraton Bociana to chyba tak na prawdę amatorska impreza dla grupy znajomych i przyjaciół, na którą przy okazji mogą się zapisać postronne osoby takie jak ja. Nie będę oceniał tego biegu, bo za niedociągnięcia organizacyjne musiałbym go zjechać, ale to po prostu impreza robiona przez fanów biegania dla przyjemności, małym nakładem a dająca uczestnikom solidny wycisk i sporo radości. 

Jeśli lubicie takie starty – to Bocian to coś w sam raz dla Was. Jeśli (tak jak ja) lubicie medale, podium, losowanie nagród (akurat na Ćwierćmaratonie Bociana były nagrody, na których niestety nie mogłem zostać), profesjonalnego konferansjera oraz tłumy na mecie a przede wszystkim – jeśli denerwuje Was amatorski charakter imprezy – to nawet nie ma się co zapisywać. 

A „Bocian” niech sobie pozostanie kameralny – to mu po prostu pasuje. 

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. 21 lipca, 2016

    […] – choć wiem, że wielkość i skomplikowanie trasy było zupełnie inne – już Ćwierćmaraton Bociana był chyba lepiej […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: