311. Dygresje, mnóstwo dygresji, bieg Policz się z Cukrzycą i przede wszystkim 25 Finał WOŚP

Uwaga: Oświadczenie!

W tej relacji z biegu, relacja z biegu zaczyna się dopiero w miejscu, w którym napisałem, że to czas najwyższy na relację z biegu. Jeśli więc macie ochotę na relację z biegu, to przejdźcie w miejsce, w którym zacząłem relacjonować bieg.

To miejsce oznaczyłem specjalnie dla Was zdjęciem wielkiej pajdy ze smalcem i kiszonym ogórkiem. Na pewno znajdziecie !

A teraz coś z zupełnie innej beczki.

Nie wiem czy powinienem. Czy to w ogóle dobry pomysł. Na prawdę, czy to co planuję zrobić jest w ogóle poprawne politycznie. Mogę utracić wszystkie rządowe kontrakty, reklamodawcy odwrócą się od bloga a ja sam będę musiał znaleźć sobie normalną pracę i nie będę mógł dalej utrzymywać się z pisania.

A, ok, zapomniałem, że żadna z tych rzeczy mnie nie dotyczy! 

Szczęśliwie nie pracuję w TVP, nie mam krewnych w spółkach skarbu państwa ani na parafii, więc jedziemy z koksem, czas na relację z biegu….

Policz się z Cukrzycą w ramach 25 finału WOŚP

Ale najpierw muszę napisać kilka słów od siebie. Jeśli nie interesują Was moje przemyślenia na temat sytuacji wokół WOŚP to nie czytajcie następnych kilku akapitów, tylko szukajcie kromki chleba ze smalcem i ogórkiem. Taki widok zawsze zwiastuje coś dobrego. 

Gdybym jednak miał jakiekolwiek związki z którymś z wymienionych chwilę temu  stanowisk to chyba powinienem zacząć się bać. Bo przecież Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest zła i nie powinno się o niej mówić ani pisać, prawda? Taką właśnie linię przyjęły państwowe, chciałem napisać narodowe media, Wojsko, Policja, Straż Pożarna – wszyscy pomagali w organizacji finałów przez ostatnie 24 lata a na ćwierćwieczu nie było ich wcale, albo znaleźli się na nim z musu – bo wymagało tego  duże zgromadzenie ludzi w jednym miejscu.

Postanowiłem więc sam sprawdzić, co nie tak stało się z WOŚP, że nagle przestało być pozytywnie postrzegane? Czy ludzie nie darzą już orkiestry zaufaniem, czy ktoś w ogóle pojawi się w miejscu finału i czy na biegu Policz się z Cukrzycą, w którym od lat biorę udział nadal biega się tak samo (w sensie lewa noga – prawa noga, powtórz) czy może i tam też coś się zmieniło.

I wiecie co? Z Orkiestrą wszystko w porządku, ma się dobrze, nawet bardzo dobrze.

Pomimo tego, że jak zapewne wiecie w tym roku WOŚP został pozbawiony wsparcia służb mundurowych, w TVP cały dzień udawano, że nic się w niedzielę nie dzieje – w czasie finału poświęcono mu jakieś 15 sekund w głównym wydaniu Wiadomości a nawet ta wzmianka została ucięta przez realizatora (TUTAJ link do youtube). Doszło nawet do kuriozalnej sytuacji, gdzie w wywiadzie udzielonym dla TVP rozmówcy zamazano naklejone na kurtce serduszko. Media „narodowe” odcięły się od WOŚP totalnie.

Dodajcie do tego wypowiedzi polityków, niektórych celebrytów, ludzi kultury, blogerów (nie mylić z ludźmi kultury) oraz moc nieprzychylnych komentarzy w całym internecie. Wydawało by się, że Orkiestra i Jurek Owsiak są skończeni.

Tymczasem, jak już pisałem wydarzenie to ma się całkiem dobrze i po raz kolejny idzie na rekord (gdy piszę ten tekst, we wtorek na kontach jest już ponad 100 milionów złotych!)

Szczerze mówiąc, to ja osobiście mam głęboko, co kto myśli o WOŚP i Owsiaku. Ludzie emocjonują się tym, ile pieniędzy zebranych z puszek i innych źródeł idzie na Przystanek Woodstock, ile na organizację finałów i wszystkiego „około – orkiestrowego”, ile do prywatnej kieszeni Jurka Owsiaka, jego rodziny i pracowników.  Po sieci i w mediach krążą przeróżne wyliczenia – niektóre bardziej, inne mniej prawdziwe, ja zastanawiam się tylko nad tym – DLACZEGO?

I mam ochotę zakrzyknąć…

Nie bronię Owsiaka, nigdy nie wyleczył mnie żaden orkiestrowy sprzęt, nie płacą mi #50groszyzawpis – po prostu czytam, oglądam, widzę ile udało się dzięki WOŚP osiągnąć. W ilu szpitalach stoi kupiony przez nich sprzęt, ile rodziców może cieszyć się swoimi (zdrowymi) dziećmi a także to, że Orkiestra po raz pierwszy zwróciła na szeroką skalę uwagę na tych, których w Polsce totalnie się olewa czyli na ludzi starych i niedołężnych.

A co jeszcze lepsze – miliony Polaków, którzy przez 364 dni w roku mają w dupie jakąkolwiek dobroczynność tego jednego dnia wychodzą na ulicę, wrzucają do puszki, wysyłają SMSy, licytują. I jednoczą się za jakimś celem w tym naszym szalonym kraju, gdzie członkowie rodziny potrafią się na siebie obrażać o poglądy polityczne. Wczoraj widziałem nawet kilka osób, które uśmiechały się do obcych ludzi na ulicy, CZUJECIE TO?

Właśnie dlatego uważam, że Wielka Orkiestra to świetna sprawa. Tyle. Jeśli się Wam to nie podoba, to trudno – w tym temacie się nie pogodzimy.

A co do powodów dla których WOŚP trafił w tym roku na cenzurowane, to podchodzę do tego na totalnym relaksie. Nie wiem czy wiecie, ale ludzie istnieją na Ziemi kilkadziesiąt tysięcy lat. Sporo, prawda?

A teraz pomyślcie sobie, że dinozaury żyły na tej planecie jakieś 160 milionów lat. Trochę dłużej. A widzieliście ostatnio jakiegoś dinozaura? No właśnie moi drodzy.

Wszystko przemija. 

Liczę więc, że ten kwas, który robią wokół Orkiestry ludzie złej woli też przeminie. Tyle. 

a teraz dosyć już tej polityki (matko, jakiej polityki, nawet na mnie wpłynęło już to szaleństwo)..

Teraz w końcu pobiegamy (prawie)!

Biegowo Liczę się z Cukrzycą już od 3 lat. Do tej pory startowałem już na placu Orła Białego i pod budynkiem TVP na Niedziałkowskiego. Nowa lokalizacja orkiestrowych wydarzeń (Łaszownia) wydała mi się nieco egzotyczna. Niby dużo miejsca, niby blisko, ale jednak daleko. Dojść ciężko, zaparkować jeszcze gorzej. Niestety miałem trochę racji.

Ale od początku. Zacznę od tego, jak odbierałem pakiet na bieg. przezornie, postanowiłem nie zostawiać tego na ostatnią chwilę i po swój numer startowy wybrałem się już w piątek. Pojechałem prosto z pracy i po godzinnym przebijaniu się przez miasto dotarłem na stadion na ulicę Litewską. Na miejscu nie było praktycznie nikogo. Jaki z tego morał? Przed biegiem zawsze sprawdzajcie Szczeciński Kalendarz Biegowy – nawet jeśli tak jak ja sami go pisaliście.

Dzień później (numery wydawano w sobotę) wszystko poszło już jak z płatka.

Gdyby tylko wszystko było tak proste w niedzielę. Okazało się, że pomimo niesprzyjających warunków pogodowych i opisanych akapit wyżej polityczno – medialnych, na Łaszownię przybyło tyle osób, że najbliższe miejsca parkingowe można było znaleźć na opłotkach Gorzowa Wielkopolskiego. Szczęśliwie udało mi się stanąć nieco bliżej, ale i tak na start trzeba było podejść solidny kawałek, pokonując w tym czasie dwa razy most i jakieś tysiąc pięćset schodów.

Wtedy ta ilość stopni wydawała się spora. Jak bardzo byłem naiwny! Ale o tym za chwilę.

Im bliżej celu, tym więcej było dookoła ludzi i lodu pod stopami (no dobra, pod koniec lodu nie było, ale było błoto i kałuże)

serio, czy nikt nie zdołał ogarnąć tematu tak, aby nie trzeba było tańczyć na lodzie ?

Start mieścił się na Łasztowni. Dla tych z Was, którzy nie są ze Szczecina szybko wytłumaczę. Łaszownia to taka reprezentacyjna część Szczecina, gdzie ciężko dojechać, daleko dojść, niektórzy mieszkańcy miasta nie wiedzą w ogóle, że coś takiego istnieje a 3/4 budynków które tam stoją to totalna ruina. Mam nadzieję, że udało mi się dobrze wytłumaczyć?

To nie Alcatraz, ani postapokaliptyczna wizja. To właśnie Łasztowia a przynajmniej okolica jedynej trasy, jaką można dojść do bardziej reprezentacyjnej części.

Szczerze – jak do tej pory tą lokalizacje finału WOŚP oceniam najgorzej ze wszystkich, w których brałem udział. Dlaczego? Tak jak napisałem – poza centrum, daleko (wiem, że blisko, ale dla ludzi nie przyzwyczajonych do przejścia 50 metrów na piechotę to świat i ludzie), błoto, zimno, deszcz, wilki jakieś…

Na placu za Starą Rzeźnią było mało miejsca, ogólnie – wydaje mi się, że pomijając już te nieszczęsne służby mundurowe, które może i chciały by się pojawić ale nie mogły – to w tym roku oferta atrakcji WOŚP-owych była nieco okrojona.

Karuzela zawsze na propsie

Kolejka – wiem, że dzieci mają zazwyczaj nieco mniejsze wymagania, ale ustawienie kolejki, która miała tor o długości jakichś 10 metrów po prostej było moim zdaniem lekką przesadą.

Ale, przecież ja miałem nie o tym

Teraz to już na pewno w końcu pobiegamy!

Dosyć, dosyć, DOSYĆ! w końcu tych dygresji, wiem, że przyszliście na bloga na relację z biegu. I po zdjęcie kromki z kiszonymi i smalcem. matko, jak ja właśnie zgłodniałem.

Na starcie stanęło prawie 300 biegaczek i biegaczy. Czy to dobry wynik? Przyjmując, że więcej potrafi się pojawić na City Trail Szczecin – średni, biegowi wg. mnie zabrakło promocji medialnej (zresztą, jakiemu biegowi w Szczecinie poza maratonem i półmaratonem jej nie brakuje?).

Taka liczba uczestników jest mimo wszystko dość słuszna i na pewno nie można powiedzieć, że na starcie były pustki.

Jako, że jak zwykle wpadłem na miejsce na styk, to czasu na podziwianie okoliczności przyrody było niewiele – krótko po moim przybyciu padł strzał i trzeba było ruszać w trasę

Ale najpierw – obowiązkowe zdjęcie kibli!

A trasa była przedziwna…

Kto biegł ten wie, trasa tego biegu nie przypominała tego, co zazwyczaj spotyka się na innych imprezach sportowych. Nie, nie dlatego, że wiodła (ni do końca o tej porze roku) malowniczymi bulwarami nad Odrą. Mam na myśli raczej to, że ktoś wpadł na pomysł poprowadzić ją po tych wysokich i ciasnych schodach wiodących na Trasę Zamkową.

Raczej nie było szans na wyprzedzanie. No chyba, że akurat jesteście Spidermanem. To spoko.

Poza kilkoma osobami,które wyrwały się przodem – wszyscy biegnący w zwartym peletonie zakorkowali się na schodach koncertowo. Nie powiem, widoki przy wchodzeniu i późniejszym zbieganiu z Trasy Zamkowej były bardzo malownicze…

Nie, no akurat ten nie był zbyt malowniczy, ale przyznacie, że niecodziennie widzi się to na biegach

Ale pomysł był dość dziwny. To tak, jakby zorganizować wspólny wypad na łyżwy i chwilę po wjechaniu na lodowisko przypomnieć sobie, że będzie to połączone ze skokami przez płotki. Obowiązkowymi.

A, że do przebiegnięcia było zaledwie 2,7 kilometra, to po podbiegnięciu i zbiegnięciu z tych wszystkich schodów czekał jeszcze tylko szybki taniec na lodzie...

I meta

ale jeszcze przed metą ją przegoniłem :)

To był bieg inny niż wszystkie

I bynajmniej nie mam tu zamiaru popadać w zachwyt.

Nie będę wystawiał żadnych ocen, krytykował ani chwalił organizacji bo uważam, ze Policz się z Cukrzycą jako impreza towarzysząca WOŚP-u jest po to, aby ludzie (którzy niekoniecznie na co dzień biegają) przyszli, dobrze się bawili i przy okazji wrzucili jeszcze parę złotych do puszek. Tak samo zrobiłem też w zeszłym roku.

Niestety, uważam, że przez naprawdę kiepsko dobraną do pory roku lokalizację bieg nie spełnił tej funkcji tak dobrze jak mógł to zrobić. Bulwary nad Odrą są wspaniałe gdy jest ciepło, niestety w zimie gdy jest mokro i chlapa – tracą swój urok i stają się szaro – buro – ponure.

To samo tyczy się lokalizacji finału WOŚP – nie wiem od kogo zależy ta decyzja, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku ten ktoś pójdzie po rozum do głowy i przeniesie imprezę w bardziej przyjazną lokalizację.

Bo przecież w tym dniu nie chodzi o moje odczucia, ani o biegania ani nawet nie o te wszystkie towarzyszące imprezy. Ja nadal upieram się przy tym, że w finale WOŚP ważne jest to, że tego jednego dnia wychodzimy na ulicę, więcej się do siebie uśmiechamy a przy okazji można też pomóc tym, którzy tego potrzebują. I tego będę się trzymał, mimo nieprzychylnych warunków (pogodowych i politycznych). A na koniec – podrzucam Wam jeszcze trochę zdjęć. I tym optymistycznym akcentem się z Wami żegnam, obiecuję, że następna relacja będzie już o bieganiu :)

Może Ci się również spodoba

7 komentarzy

  1. Basia pisze:

    udało mi się zdobyć dla WOŚP na aukcjach allegro 135 zł. Sprzedałam trochę starych książek. Dla mnie to lepiej niż wyciągnąć kasę z portfela :) i trochę miejsca się zrobiło na nowe pozycje.

    • jacekEs pisze:

      @Basia, szacunek. WOŚP składa się z niewielkich kwot a Twoja była już bardzo bardzo zacna. A liczą się pieniądze na koncie orkiestry – jeden wrzuci je do puszki a inny odda coś na licytację. Widzimy się w przyszłym roku na biegu :)

  2. Basia pisze:

    Tekst z dygresjami, to i komentarz taki będzie :)
    Biegłam na WOŚP rok temu – przy gmachu TV i na Błoniach było fajnie, tym razem odpuściłam – przez to wszystko o czym napisałeś. Nie chciało mi się namawiać kogokolwiek, aby mnie zawiózł i szukał miejsca parkingowego, a samej tym bardziej nie uśmiechało mi się pchać do miasta, żeby pobiec jakieś 2,5 km. Może gdyby dystans był dłuższy.., Teraz myślę, że mogłam przybiec, pobiec i wrócić biegiem, ale nieeeee!
    To, że telewizja tzw. tfu „publiczna” zamilkła na temat zbiórki może tylko pomóc. My Polacy (to brzmi dumnie) potrafimy walczyć! Potrzebne nam tylko przeciwności – odpowiednio trudne czasy, żeby się zebrać i „powstać z kolan” (czy ja przypadkiem nie cytuję „sami wiecie kogo”?).
    Podsumowując – wróżę Orkiestrze kolejny rekord zebranej kwoty :)
    I jeszcze mała dygresja – na Allegro trwają jeszce do końca stycznia Wośpowe aukcje – też zamierzam coś wystawić w szczytnym celu. Pozdrawiam.

  3. anniape pisze:

    To też mój trzeci bieg WOŚP i też uważam, że Łasztownia to najsłabsza miejscówka…Schody to jakieś totalne nieporozumienie (na schodach zegarek pokazał mi tempo 60 min/km o.O). Szkoda, że Bulwary były oblodzone, bo było niebezpiecznie. Najważniejsze, że cel był szczytny i dobrze się bawiłam. Mam jednak nadzieję, że kolejne Orkiestry nie będą grały na Łasztowni ;)

    • jacekEs pisze:

      @anniape – ej, schody były fajne, takie śmiechowe :) i cieszę się, że nie tylko ja uznałem Łasztownie za nietrafiony pomysł. Swoją drogą, ciekawe, czym był motywowany…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: