277. Przed poznańskim półmaratonem pamiętam, że… [na szybko]

ja na mecie półmaratonu w poznaniu
ja na mecie półmaratonu w poznaniu

Jest czwartek, za trzy dni stanę na starcie (a zapewne po pewnym czasie także i na mecie) 9 PKO Poznań Półmaratonu.

Pewnie wielu z Was ma już za sobą w tym roku start na takiej (albo i dłuższej) trasie ale dla mnie tradycyjnie bieg w Poznaniu jest pierwszą w roku okazją aby pokonać połowę królewskiego dystansu.

Zazwyczaj kiedy rozmawiam z kimś o nadchodzącym starcie, to w końcu musi paść to sakramentalne, najważniejsze przed biegiem pytanie…

Jak tam, boisz się trochę? 

I tak sobie myślę.

Jak zawsze, niewiele wyszło z moich planów treningowych. Najpierw było za zimno, potem za mało czasu a w międzyczasie jeszcze mi się nie chciało.

Jestem za ciężki. Jakiś czas temu odpuściłem trochę z dietą i wprawdzie nie ma jeszcze tragedii, ale bywało dobre 7 kilo lepiej.

W tym roku jeszcze ani razu nie pokonałem dystansu 21 kilometrów – zresztą, będę z Wami szczery – dystans półmaratonu pokonuję tylko na półmaratonach – nigdy nie na treningach.

Czy ja się boję?

Jasne, pewnie przed samym startem poczuję w żołądku takie dziwne ukłucie, ale to nie strach, to zwykła przed biegowa sraczka, mija gdy tylko mijam linię startu zacznę na poważnie przebierać nogami.

Właściwie, to przed nadchodzącym biegiem nie zastanawiam się, czy to delikatne napięcie to strach, wola walki, czy może fakt, że zasnąłem nad książką i całą noc spałem jakiś tak dziwnie wykrzywiony.

Ale tak na prawdę, to właśnie teraz, trzy dni przed startem mogę sobie i Wam szczerze powiedzieć, że nie boję się tego startu.

Jak to możliwe? Ano bardzo prosto – przed 9 PKO Poznań Półmaratonem pamiętam, że…

Biegnę ten bieg dla siebie

Nie dla ludzi, którym o tym opowiadałem, nie dla wszystkich, którzy obiecali, że będą trzymać kciuki. Nie dla kibiców, pewnie będzie ich sporo, ale nie oszukuję się, że większość pewnie nawet mnie nie zauważy.Nie biegnę nawet dla fajnych fotek i tych wszystkich lajków na Fejsbuczku i Insta (chociaż je lubię, co się będę krygował).

Asekuracyjnie ustawiłem się w strefie startowej na 2 godziny – jeśli pobiegnę lepiej – ALLELUJA! Jeśli gorzej, to nie będę rwał włosów z głowy – bo nie warto oraz dlatego, że niewiele mi już ich zostało.

Chociaż biegam już dobrych kilka lat, to nadal nie ma szans abym stanął na podium razem z Kenijczykami. Pewnie nie przybiegnę nawet w pierwszej dziesiątce, setce ani nawet w pierwszym tysiącu. Zapewne nie zapiszę się w ten sposób złotymi zgłoskami na liście „najlepszych biegów motywacyjnych” (istnieje taka?) ale czas ma dla mnie znaczenie drugorzędne.

Bo skoro i tak wiem, że swoim truchtaniem nie zwojuję świata, to co mi przeszkadza zrobić to dla czystej, żywej radości z biegania? 

Jeszcze zdążę dać z siebie wszystko (o ile mi się zechce). Poznań biegnę dla siebie. I dla przyjemności.

A Wy jak tam, boicie się trochę?

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: