200. Weekend w świątyni [na szybko]

mężczyzna śpiący w ikei
mężczyzna śpiący w ikei

Są na świecie miejsca, o którym nie śniło się filozofom. Najprawdopodobniej dlatego, że wszyscy, którzy mieli coś do powiedzenia nie żyją.

Są wprawdzie ludzie, którzy studiowali lub studiują filozofię, ale na nich mówimy bezrobotni.

Ale ja nie o tym.

Ja o wyjątkowych miejscach

Podobno są na naszym globie punkty, w których gromadzi się prastara energia. Nasi przodkowie potrafili ją wykorzystywać dla swoich potrzeb, my już dawno o niej zapomnieliśmy, zalewając świat betonem, wycinając święte drzewa, zasypując magiczne stawy i wyrównując czarodziejskie wzgórza. Jednakże, w niektórych miejscach przebija się ona i do naszego, współczesnego świata. Aby nie uciekała i nie ginęła bezpowrotnie w atmosferze,w miejscach tych ustawiono osobliwe świątynie.

Energia ta ma niezwykłą siłę przyciągania, coś czego nie ma ani Justin Bieber, nie miał tego Elvis Presley,nie ma tego nawet wyprzedaż karpia w Lidlu na dzień przed wigilią.

Przyciąganie to najsilniej działa na płeć piękną

W miejscach, gdzie skupisko mocy jest największe co weekend można spotkać grupy ludzi, najczęściej kobiet w męskim towarzystwie. Kobiety przebywające w świątyni mają zazwyczaj dwa razy więcej sił witalnych niż na co dzień. Nie boli je głowa, nie dokuczają odciski ani nawet lekkie nietrzymanie moczu (serio, gdyby nie reklamy mężczyźni nie wiedzieli by nawet o tym, że istnieje taki problem). Natomiast u osobników rodzaju męskiego jest dokładnie odwrotnie. Senność, spocone dłonie i czoło, brak chęci do życia – to tylko niektóre z objawów występujących. Mężczyzna taki z trudem przestawia stopy, a nie ułatwiająmu tego miliony innych stóp, które depczą akurat po nim tylko dlatego, że stanął akurat tu gdzie przystanął.

Gdy kobiety, upojone tajemną energią nieco opadną z sił, wówczas wszyscy wyruszają na poszukiwanie jedzenia i czegoś do popicia. W miejscach, gdzie można je znaleźć panuje dzika walka. Ci, którzy strawę posiadają usiłują odgonić hordy głodnych, nacierających na nich z praktycznie każdego kierunku. Nie pomagają plastikowe łopatki, nie uratują ich groźnie wyglądające białe czapki. Dziki głód musi zostać zaspokojony.

Kiedy już kobiety skończą się już denerwować na swoich synów, partnerów i mężów, że ci tak strasznie wolno jedzą, następuje część dalsza ich szaleństwa. W dzikim tańcu, którego nie spotka się nigdzie indziej (a przynajmniej nie w obrębie najbliższych kilkudziesięciu – kilkuset kilometrów) przewijają się w jasno oświetlonych labiryntach, operując tajemniczymi artefaktami.

Mężczyźni są już zupełnie zrezygnowani

Wiedząc, że i tak niedługo nastąpi koniec przestali walczyć. W najgorszym wypadku będzie to koniec ich własny a w najlepszym – koniec wizyty w tajemnym miejscu. 

Po kilku, kilkunastu godzinach panie, które naczerpały się już z pokładów prastarej energii wystarczająco aby móc bez niej przetrwać kilka najbliższych tygodni/miesięcy/lat (wszystko zależy od osoby oraz od odległości od magicznego miejsca) kierują się powoli do wyjścia ze świątyni. Jeszcze tylko opłata, którą trzeba uiścić na ręce pomniejszych kapłanów i już można wyruszyć do domów, wioząc ze sobą mnóstwo przedmiotów mających upamiętniać ukończoną przed chwilą wizytę.

Pal sześć, że większość z nich jest w ogóle niepotrzebna. 

Więc czy ktoś wytłumaczy mi w końcu co takiego kobiety widzą w wyprawach do Ikei?

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: