143. Podejrzane Polskie Morze

polskie morze zawsze podejrzane

Jest na mapie Polski miejsce wyjątkowe.

Niby nikt go nie lubi, ale gdy tylko choć trochę przygrzeje Słońce – wszyscy tam jadą. 

Podobno jedzie się tam z oszczędności, ale pobyt uderza po kieszeni gorzej niż zagraniczny wyjazd.

Słyszałem też, że jeździ się tam latem, ale nie znam nikogo, kto będąc na miejscu nie narzekał by na deszcz. 

Co to za miejsce?

Czy to Komnata Tajemnic z Harrego Pottera? Festiwal piosenki w Sopocie? A może buduar Krzysztofa Ibisza? nie, to…

Podejrzane Polskie Morze

Jest coś podejrzanego w tej wielkiej kałuży przyczepionej do północnej strony Polski. Dlatego też, w weekend postanowiłem to zbadać. Nie, żeby z własnej woli (tutaj ukłon w stronę P. i jej wcale nie tak delikatnej perswazji) ale w sobotę rano spakowaliśmy torbę i ruszyliśmy na weekendowy wyjazd nad morze.

piękna pogoda, wiatr we włosach, szeroka droga i…

Te cholerne korki

Każdy dobrze wie, że nad morze najlepiej wyruszyć rano, Albo wieczorem. A jeszcze lepiej w czwartek o 13:45, zaraz po powtórce z „M jak Miłość” bo wtedy chyba będzie najmniejszy ruch.

karol strasburger nad morzem

Nad morze zawsze jest korek. Nie wiem jak to się dzieje, ale tak jest.

Wyruszamy rano, chwilę po 8. Po jakichś 5 minutach jesteśmy na autostradzie (lub tym, co pod Szczecinem zwiemy autostradą a tak naprawdę jest zorganizowaną akcją warsztatów samochodowych mających napędzić klientów na serwis zawieszenia) – szybko? No pewne, że szybko, w końcu w sobotę o ósmej rano na mieście nie ma żywej duszy.

A więc wjeżdżam na tą autostradę, rozpędzam się i… O MATKO, DOBRZE ŻE MAM SPRAWNE HAMULCE bo już muszę stawać z piskiem opon – jest korek. Samochód nie zdążył nabrać prędkości a my już stoimy.

jedziemy na plażę korek nad morze

spokojnie, jeszcze tylko 100 kilometrów korka i jesteśmy! 

Na szczęście korek jest taki sam jak moja cierpliwość i kiedyś się kończy, więc pędzimy dalej. 

Już wiem, czemu na ulicach Szczecina było tak pusto – wszyscy jadą nad morze. Na stacjach benzynowych nie znajdziecie wolnego dystrybutora a w lesie ze świecą szukać (lepiej nie, wiecie, pożary) nieobsikanego kawałka runa.

Ale dość już tych dywagacji – znowu korek. No żesz

Jednakże nie ma się co załamywać – po jakichś 2 godzinach docieramy na naszą nadmorską metę. Udało się. Ci, którzy wyjeżdżają o 10 postoją znacznie dłużej, ha ha, i dobrze im tak, należało się śpiochom. Teraz trzeba już tylko znaleźć miejsce do parkowania i lecimy na plażę. No właśnie…

Nowy Jork, Moskwa, Tokio, Dziwnów

Co łączy te 4 światowe metropolie? Najdroższe i najciężej dostępne miejsca parkingowe świata, a przynajmniej tak to sobie wyobrażam, bo nigdy jeszcze nie byłem w Tokio, Moskwie czy w Nowym Jorku (byłem tylko w New Yorkerze, ale to raczej się nie liczy). Jestem jednak pewien, że gdyby przeciętny Amerykanin miał zaparkować swojego pickupa w Dziwnowie, musiał by niechybnie zaciągnąć drugą hipotekę na dom.

Naturalnie najpierw musiałby znaleźć miejsce. O zaparkowaniu dużego auta można od razu zapomnieć, ale nawet posiadacze mniejszych wehikułów muszą się srogo natrudzić.

Poszukiwanie miejsca do pozostawienia auta przypomina walkę o ostatniego banana na przyjęciu pawianów. Z tą różnicą, że małpy doskonale zdają sobie sprawę że same też są małpami.

Tymczasem kierowcy walczący miejsce na krawężniku gdzieś w nadmorskiej miejscowości widzą tylko inne pawiany. Oni sami (w swoim mniemaniu) wyewoluowali już do homo sapiens i są ponad to całe towarzystwo. Dlatego też gdy już trafi im się kawałek przestrzeni na zaparkowanie pojazdu – zapominają o tym, że inni też chcieli by w końcu iść na plażę i parkują na przysłowiową pałę.

A wracając do kredytu na dom – czym wyjaśnić fakt, że w Dziwnowie za godzinę parkowania zapłacimy prawie tyle samo o w Warszawie, dodatkowo obowiązuje ona również w soboty a gdzieniegdzie także w niedziele? Chęcią rotacji aut na miejscach parkingowych?

parkomat strefa płatnego parkowania dziwnów

wrzuć monetę.. I jeszcze jedną. I jeszcze. I jeszcze i jeszcze jeszcze jeszcze 

Już widzę tych plażowiczów, który po godzinnym polowaniu na miejsce oraz godzinie poszukiwań odpowiedniego miejsca na rozbicie swojego parawanu wracają po dwóch kwadransach, bo przecież nie blokuje się na długo miejsc parkingowych, to niekulturalnie.

Nie, płaczemy i płacimy. I pamiętajcie, żółte monety to nie pieniądze. Parkomat nie wie o ich istnieniu.

Już za chwilę będzie plaża!

Chwila, wcześniej trzeba przebić się przez tłum sprzedawców gofrówpizzykółdmuchanychpiłekplażowychtatuażyzhennyiwujjedenwieczegojeszcze

i już wchodzimy na wydmy, już słychać szum morskich fal, już czuć ten delikatny smrodek moczu z pobliskich krzaków, ale to wszystko nieważne, bo za chwilę będziemy tam, na plaży, w miejscu wymarzonym, wyczekanym przez te wszystkie nudne godziny w pracy, przez te wszystkie weekendy w biurze i zimowe odmrożenia rąk podczas skrobania szyb w samochodzie. ...

Wchodzimy więc na delikatne wzniesienie wydm i oczom naszym ukazuje się…

Otóż oczom naszym ukazuje się las ciał.

Gdyby nagle zza zakrętu wypłynął Noe na swojej arce miałby z czego wybierać. Na piasku grzeją się chude szkapy, psy na baby, potężne walenie, seksowne świnki, szare myszki – no wszystko co tylko zdołacie sobie wymyślić. Szpilki nie wciśniesz

widok na plażę

tak wygląda plaża przy samym wejściu… 

Na szczęście 200 metrów w lewo i w prawo jest już luz. W końcu pokonanie tej odległości przekracza możliwości 85 % urlopowiczów i wszyscy muszą uwalić się 15 metrów od wejścia na piasek.

200 metrów od wejścia na plażę

a tak wygląda 200 metrów dalej. Tu dotarli tylko najtwardsi. 

Dobrze, będzie więcej miejsca dla nas!

I tutaj muszę oddać trochę miejsca prawdzie.

Nie zwiedziłem może wszystkich plaż świata, byłem tylko na kilku. Ale faktem jest, że polska plaża nie ma sobie równych, przynajmniej w porównaniu z tymi, które można zwiedzić korzystając z najpopularniejszych ofert biur podróży. Chorwackie kamienie, turecki żwir, grecka namiastka piasku czy włoskie i francuskie plaże, gdzie głową leżysz na ulicy a stopy szmyrane są przez morskie fale – to wszystko nie ma startu do polskiej plaży. Koniec i kropka. Aa, mało brakowało a zapomniałbym o plażach brytyjskich – te to dopiero są wesołe. Gdy kładziesz się rano na piasku woda jest blisko ciebie, a szum fal tuli do snu. Tylko przypadkiem nie zaśnijcie – bo możecie obudzić się leżąc w wodzie albo na środku pustyni – brytyjska woda jest na tyle niezdecydowana, że w ciągu dnia potrafi przesunąć się dobre kilkadziesiąt metrów. I weź tu za nią nadąż. Powtórzę jeszcze raz. Polski piach rządzi. 

Dość pozytywnie zaskoczyła mnie też mała ilość śmieci – albo natrafiłem na wyjątkowo porządnych współplażowiczów albo coś się zmieniło w ciągu ostatnich kilku lat od kiedy ostatnio odwiedzałem latem plażę – oczekiwałem gór śmieci a zastałem całkiem porządne i czyste miejsce.

śmieci na wydmach nad morzem

niestety na wydmy kultury już nie starcza :(

Dyskretna moczu woń

Jest niestety coś, co nadal skutecznie odstrasza mnie od plażowania.

Ta rzecz to mocz. Nie mój – cudzy. Czytaliście ostatnio artykuł Nasze plaże cuchną moczem?

Niie potrafię zrozumieć jak można (autentyczna sytuacja) lać w krzakach DZIESIĘĆ METRÓW od czystej, przestronnej toalety, tylko dlatego, że za wejście do niej trzeba by zapłacić złotówkę. Jak można kazać dziecku srać do wody a potem pozwolić mu się kąpać w tym samym miejscu. No ja pierdolę, rozumiem, że może to zajebiście wielka ilość wody no ale ludzie! Czy z równą chęcią pilibyście z butelki, do której ktoś przed chwilą puścił (tylko malutkiego, dosłownie trzy kropelki) za przeproszeniem szczocha? W końcu to tylko trochę moczu w takiej dużej ilości wody. I jak smakuje?

Nie będę dalej drążył tematu, bo nie warto się denerwować. Po prostu opamiętajmy się wszyscy dopóki nie jest za późno.

I uważajcie, bo jak mówi stare przysłowie pszczół

Gówno zawsze wypłynie na powierzchnię!

Oby nie prosto do czyichś rozdziawionych ust. Smacznego.

sprzątaj po swoim psie

Aha! i nie zapominajmy sprzątać po psach

Ale dosyć już tych tyrad, teraz możecie się odprężyć, w końcu nic tak nie uspokaja zszarganych nerwów jak odrobina oszczędności na koncie (ja tylko słyszałem to w reklamie). A przecież..

Polskie morze pozwala zaoszczędzić

To. Nie. Jest. Prawda. 

Dziękuję. Dobranoc.

Nie wierzycie? Podliczcie sobie co dostaniecie w cenie all inclusive w takiej np. Grecji a co za te same pieniądze zwojujecie w Świnoujściu. Tu nie będę się nad tym rozwodził bo to temat na osobny artykuł.

Przejdę za to do ostatniej na dziś, magicznej właściwości polskiego morza a mianowicie tego, że..

Tu zawsze pada

Oczywiście od każdej reguły są wyjątki, ale nad morzem reguła jest jedna. Tu zawsze musi padać. Nadmorskie tereny znajdują się chyba w jakiejś czasoprzestrzennej niecce – chociaż deszcz nie pada tam cały czas, to każdy, kto odwiedzi te rejony musi trafić na deszcz. A skoro 84 procent Polaków wybiera się co roku nad polskie morze to deszcz powinien lać tam cały czas. 

A nie leje. Dziwne prawda?

Ja miałem szczęście – przez dwa dni pobytu nie padało. Przez co spiekłem się na raka.

Morze, nasze morze, będziem Ciebie wiernie strzec!

Rozpisałem się. Dawno myśli tak łatwo nie przechodziły mi na klawiaturę. Może wynika to z tego, że to, co przed chwilą przeczytaliście to w ogromnej większości krytyka.

Ale w końcu polskie morze jest jakieś podejrzane!

Ma wiele wad – jest kapryśne, ma zachmurzone oblicze i niewiele się nad nim dzieje. Jest drogie niczym obiad w restauracji „Sowa i Przyjaciele” i tak samo można się nad nim spodziewać wielu brudów.

A jednocześnie ma więcej wiernych fanów, niż oficjalny fanpage Budki Suflera na facebooku.  

To trochę jak wspomnienie o PRLu – dla jednych ciepłe i pełne dobrych skojarzeń – a dla innych szare i bez smaku.

Jedni je kochają, inni nienawidzą. 

Niektórzy jeżdżą tam z przymusu a inni z własnej nieprzymuszonej woli, z uśmiechem na twarzy. 

I to właśnie jest chyba ta magnetyczna siła polskiego morza – jest dla każdego. 

A Wy – kochacie, czy nienawidzicie? 

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. sps pisze:

    Heh, ciekawie się czyta ten wpis. Brawo dla autora. Ze swojej strony dodam tylko, że z prawnego punktu widzenia morze zaczyna się już w Szczecinie, a dokładniej od trasy zamkowej. ?

  2. pawel pisze:

    Naprawde fajna dygresja, ale niestety zakladam ze autor jest palaczem, gdyz slowem nie wspomnial o jeszcze jednym powaznym problemie polskiego morza, kiedy to na przemian ze wszystkich stron (nawet bedac te wspomniane 200 metrow od wejscia na plaze) zalatuje smrodem od kopciuchow, a dzieci co rusz wykopuja pety z piachu… That’s it!

    • jacekes pisze:

      Paweł masz rację i nie masz racji.
      Nie, nie palę i też nie lubię smrodu fajek. Tu racji nie miałeś :) A z tym, że faktycznie ludzie jarają na plaży (pomimo, że chyba jest to miejsce publiczne i nie powinni) to zgadzam się w całej rozciągłości. No i jeszcze te kiepy w piasku… A dlaczego o tym nie napisałem – sam się dziwię :) może już nie chciałem kopać leżącego :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: