176. Spalarnia Kultury – nie tylko dla hipstera [fajne miejsce w Szczecinie]

Co to jest – nie je nie pije a chodzi i bije?

Na pewno nie ja, ponieważ: po pierwsze z natury jestem bardzo spokojny i z nikim się nie biję ani nawet nie mam ochoty; a po drugie – jeść muszę i lubię.

Mam jeszcze dwie słabości – gotowanie (którego nie znoszę) oraz nowości – które uwielbiam – tak więc gdy tylko dowiedziałem się o nowym miejscu, w którym można w Szczecinie zjeść – musiałem spróbować. Teraz, po kilku porządnych obiadach, paru kawach i dwóch lemoniadach, mogę z czystym sumieniem napisać, że gotowa jest recenzja miejsca o nazwie…

Spalarnia Kultury

Lokal mieści się na ulicy Śląskiej 4 w Szczecinie, zaraz obok siedziby banku, który kiedyś miał w logo żubra a teraz to już nikt nie wie co mają w logo i jak się nazywają, bo wszyscy ich klienci i tak od lat siedzą w mBanku. Sama lokalizacja jest wg. mnie nieco karkołomna, bo przecież to o tej ulicy śpiewała kiedyś Anita Lipnicka w swojej piosence pod tytułem “wszystko się może zdarzyć“. Tak mili Państwo, ja sam mam wiele wspomnień związanych z tymi okolicami, mimo tego, iż przez całe życie starałem się ich unikać. Jednakże, ludzie, którzy w centrum Szczecina bywają, twierdzą, że Śląska się ostatnimi czasy cywilizuje, więc może faktycznie przesadzam.

spalarnia kultury na ślaskiej

gdy będziecie już na tym skrzyżowaniu, powiedzcie 3 razy ABRAKADABRA a potem obróćcie głowę w lewo – ot i jest – Spalarnia Kultury

Szybki rekonesans, który zrobiłem w przeddzień tego wpisu potwierdził plotki – po Śląskiej nie jest już straszno chodzić w biały dzień. Wprawdzie część budynków wygląda tak, jakby druga wojna światowa zakończył się wczoraj a nie prawie siedemdziesiąt lat temu ale wszędzie trwają prace remontowe i wygląda na to, że może za kilkaset lat Centrum Szczecina stanie się w końcu miejscem, które będzie można pokazać przyjezdnym.

spalarnia kultury kamienice na śląskiej

tak przy okazji – wiecie może dlaczego kamienice po jednej stronie ulicy wyglądają jakby miały iść do rozbiórki?

Może usiądziesz?

Na początku kilka słów o wystroju.

Twórcy lokalu postawili na ogródek – na przestrzeni pomiędzy budynkiem a chodnikiem pojawiły się oryginalne ławy i stoliki. Zbite z pomalowanej na biało płyty osb meble pozwalają wygodnie posadzić 4 litery i skupić się na tym co ważne, czyli konsumpcji. Przyznam, że gdy pierwszy raz odwiedziłem Spalarnię nie chciałem siadać na zewnątrz (ostatecznie usiadłem) nieco odstraszony wizją kontaktu z lokalnym kolorytem (EE! KIEROWNIKU! Dorzucisz się do browara!?!) ale mimo początkowych obaw, przy żadnej z wizyt ani mi, ani innym osobom nie przeszkadzał bliski kontakt z ulicą.

spalarnia kultury widok z zewnątrz

tak Spalarnia Kultury prezentuje się z zewnątrz

Teraz, gdy temperatury spadają –  ogródek traci na swojej atrakcyjności i trzeba powoli przenosić się do środka. Tu dość standardowo – białe stoły, białe krzesła, białe ściany upstrzone odrobiną cytatów – z filmu, poezji i prozy. Nieco życia nadaje kolorowy wrzut nad barem, przedstawiający.. Cholera wie co przedstawiający, jest fajny.

Generalnie – wystrój jest OK. Pięć lat temu powiedziałbym, że jest super świeży i odkrywczy – a teraz jest po prostu OK i nie przeszkadza w jedzeniu. Czasami lekko rzuca się w oczy lekki bałagan, który panuje w tylnej części lokalu – wygląda to trochę tak, jakby dostawy zamiast od razu na zaplecze trafiały najpierw między stoliki a dopiero później były chowane przed wzrokiem Klientów. W sumie – całkiem to oryginalne, więc się nie czepiam. A teraz dosyć już o tym wystroju…

Co dziś w menu?

Na początek mała dygresja. Jestem człowiekiem tolerancyjnym, nie mam nic przeciwko wolnej Palestynie, katolickiemu ruchowi kolonizacji Marsa, ba! nawet Niemcowi dłoń uścisnę. Nie są mi obce problemy kobiet, raz nawet byłem prawie pewien, że rozpoczęła się u mnie laktacja (dla ciekawskich – to było gdy zobaczyłem jak przy -20 stopniach znajomi wchodzą do jeziora przez dziurę wyrąbaną w lodzie). Tak więc – jestem otwarty na wszystkie nowości, zboczenia i wypaczenia. Jest jednak jedno ale – DANIA WEGETARIAŃSKIEGO NIGDY W ŻYCIU NIE WZIĄŁEM I NIE WEZMĘ DO UST.

Od razu ostrzegam więc – na moim talerzu musi znaleźć się mięso i to właśnie takie dania zamawiałem podczas każdej wizyty w Spalarni Kultury. Nie napiszę więc wiele o bezmięsnych potrawach, nawet tę stronę w menu omijałem bez patrzenia. Ale jeśli należycie do tych, którzy zwierzęta kochają i miłują (jeść) to ruszamy dalej.

Zamiast menu na 15 stron, z którego wybieram zwykle przez 20 minut tylko po to, aby na koniec i tak zdecydować się na karkówkę z grilla i frytki – Spalarnia postawiła na zmieniające się codziennie zestawy obiadowe. Każdego dnia można tam wybierać pomiędzy 7 – 8 zestawami składającymi się z zupy i drugiego dania (szczęśliwie pierwsze i drugie danie można wybierać z dowolnych dostępnych danego dnia zestawów więc jeśli macie ochotę na pomidorową z ryżem ale nie leży Wam filet z indyka w sosie cebulowym – jeszcze nie wszystko stracone).

spalarnia menu

wycinek z menu, po codziennie nowe info zajrzyjcie na facebooka

Umieszczenie wszystkich głównych dań na jednej kartce A4 bardzo ułatwia i skraca wybór a jednocześnie zmieniające się codziennie menu sprawia, że lokal szybko się nie nudzi. Jeśli zechcecie odwiedzić Spalarnię Kultury, ale nie chcecie ryzykować, że w menu głównym na dany dzień nie znajdziecie akurat nic dla siebie – zajrzyjcie na ich facebookowy profil – codziennie publikowana jest świeża lista dań.

Poza tym, na kolejnych kartkach menu znajdą coś dla siebie również wegetarianie (brrr), miłośnicy deserów oraz ci, którzy lubią wypić. Dla spragnionych do wyboru są bardzo smaczne lemoniady (naprawdę polecam), piwa z mikro browarów (szkoda tylko, że nie trafiłem jeszcze na żadne lokalne), tłoczone soki oraz oryginalne kawy i herbaty. Co do tych ostatnich, to jeszcze trochę o nich napiszę, ale to już później. Teraz..

Przejdźmy do konsumpcji

Gdy już wybierzemy swój zestaw pozostaje tylko czekać aż zamówienie zmaterializuje się na naszym stoliku. W całym tym oczekiwaniu jest czas na kontemplacje i obserwacje otoczenia. Weźmy na przykład taką obsługę – w końcu to od tych ludzi zależy połowa sukcesu. Skład wydaje się być stały i tworzą go super sympatyczni ludzie. Jedzenie szybko pojawia się na stole, pytania czy poszczególne dania smakują oraz rachunek, na który nie trzeba czekać w nieskończoność i który opłaca się od razu gdy zostanie przyniesiony do stolika. Strasznie nie lubię, gdy po przyniesieniu rachunku obsługa zapada się pod ziemią, jakby liczyła, że pod ich nieobecność zostawię im niebotyczny napiwek (a takie gierki mają akurat dokładnie odwrotny wpływ). Na szczęście w Spalarni takich akcji nie uświadczymy.

Napoje szybko wjeżdżają na stół, a zaraz za nimi zupa. Przeważają różnorakie kremy, ale nie brak też bardziej swojskich klimatów (vide: pomidorowa z ryżem) i bardziej zakręconych pozycji jak np. krem z buraka z fetą. Generalnie zupy są gorące, smaczne i sycące, czyli dokładnie takie jakie zupy powinny być. Moje dwa typy to Meksykańska Harira i Cebulowa

spalarnia kultury cebulowa

cebulowa jest spoko!

spalarnia kultury krem z groszku

krem z groszku również, pomimo swojej niezbyt zachęcającej prezencji

Chwilę po tym jak odkładam łyżkę na talerz wjeżdża drugie danie (znowu – wielki plus za krótki czas oczekiwania). Jako człowiek o podniebieniu prostaka i żołądku pańszczyźnianego chłopa za pierwszym razem wybieram naturalnie karkówkę z ziemniakami (frytek w menu brak). Patrzę na talerz i czuje się mile zaskoczony. Mięsa jest dużo, jest odpowiednio przyrządzone a do tego smaczne ziemniaki. Trochę brakuje jakichś warzyw, ale za to dostałem mnóstwo rukoli.

spalarnia kultury karkówka

śmiało, podkładajcie mi świnie! Ale tylko na talerzu i tylko w formie karkówki

Ta ostatnia jest chyba ulubioną zieleniną szefa kuchni – lądowała na talerzu z każdym daniem, które do tej pory zamawiałem. Fajny dodatek, ale po pewnym czasie robi się to trochę nudne. Monotonii nie można za to zarzucić daniom – zanim je zamówicie warto podpytać obsługę na jaki smak można być gotowym zamawiając poszczególne pozycje.

spalarnia kultury

normalnie zabijcie mnie a i tak sobie nie przypomnę co to było za danie. Pamiętam tylko, że P. była zadowolona. Tak przy okazji – jest rukola;)

Przykładem niech będą polędwiczki z pieczarkami, które miałem okazje jeść. Wydaje się, że takiego dania nie da się urozmaicić – ot, szlagier przydrożnych barów dla tirowców. Tymczasem w Spalarni zafundowano mi je z czymś, co nadało daniu cytrynową nutę – i zupełnie zmieniło jego charakter. Ot, mała rzecz a cieszy.

polendwiczki z pieczarkami

pozytywnie zaskakuje również surówka z pomidora i papryki

Podsumowując – jedzenia jest sporo, jest świeże i smaczne. Nie sugerujcie się moim prostackim gustem – w menu każdy znajdzie coś dla siebie. Przykładem niech będą np. kotleciki z sandacza i sos słodko – pikantny + sałatka z melona, jabłka gruszki i pomarańczy (próbuję to sobie zwizualizować i za cholerę nie potrafię) lub indyjski kurczak tandori, ryż z kukurydzą i karmelizowana kapusta. Smaki w Spalarni są świeże i potrafią być naprawdę zakręcone. 

Po jedzeniu można skusić się na deser – nie jadłem, więc napiszę tylko, że w ladzie przy kuchni są wyłożone smakowicie wyglądające ciasta. Podobno w dalszej części menu są też lody własnej roboty. Jak spróbujecie, to napiszcie czy warto było.

A po jedzeniu – kawka.

Short black? A co to w ogóle jest?

Gdy przymierzałem się do napisania tej recenzji postanowiłem wpaść na chwilę do Spalarni Kultury aby zobaczyć, czy wszystko co napisałem wyżej jest aktualne (jest). A, że nie byłem akurat głodny, postawiłem na klasykę czyli espresso. Już 100 metrów wcześniej powtarzałem sobie w myślach:

Espresso, espresso, espresso. 

Tylko nie powiedz eKspresso bo będzie ryfa!

Udało się; wpadam do lokalu i jak światowiec rzucam od niechcenia: espresso proszę! I co słyszę? NIE MA.

Zaskoczenie. Okazuje się, że w Spalarni nie uświadczymy typowej kawy z ekspresu ciśnieniowego. Tutaj proces parzenia “małej czarnej” wyniesiono do rangi chemiczno – magicznego rytuału kawa wypływa z urządzeń, które na pierwszy rzut oka wstawił bym raczej do laboratorium zamiast do kawiarni. Najlepiej sprawdźcie to sami.

shot black czyli espresso

shot black czyli espresso czyli mała czarna czyli po prostu kawa – mocna!! 

Ja po otrzymaniu kawy, która wg. obsługi zwie się “short black” (Wikipedia podpowiada, że to jedna z nazw espresso, więc chyba ludzie ze Spalarni delikatnie popłynęli z nazewnictwem i twierdzeniem, że espresso nie serwują) byłem zaskoczony – ta kawa jest masakrycznie mocna i  kwaśna! Dla ścisłości –  zostałem o tym poinformowany jeszcze przed zamówieniem – taki po prostu jest sposób parzenia i mieszanka, którą serwują w tym miejscu.  Na szczęście, poza short black kaw do wyboru jest sporo, więc znajdziecie coś dla siebie.

Nie tylko na obiad

Twórcy Spalarni Kultury wyraźnie postawili sobie za punkt honoru, aby lokal przyciągał ludzi nie tylko w porze obiadowej. Można tam zjeść również śniadania, organizowane są spotkania (np. Geek Girls Carrots) a w przyszłości również  wystawy. Idąc po śladach innych lokali Spalarnia ma ambicje tętnić życiem od rana do wieczora. I chyba całkiem im to wychodzi, bo gdy ostatnio wpadłem tam o 14 w czwartek (uroki urlopu) – lokal był pełen.

Jako pierwsze fajne miejsce, które opisuję na blogu Spalarnie Kultury mogę Wam z czystym sumieniem polecić.

Dobre jedzenie, przystępne ceny (zupa + drugie waha się pomiędzy 25 a 40 złotych) i przede wszystkim kulinarna świeżość, która pozwala nieco odetchnąć od hamburgerów i kebabów (które lubię, no ale ile można) sprawia, że nadaję jej dziś oficjalnie pierwszą i od razu wysoką ocenę

7,5/10 punktów w skali fajności

Poprzeczkę jest więc ustawiona wysoko, nie spieprzcie tego ;) 

Jestem ciekawy, jak lokal poradzi sobie, gdy siedzenie na zewnątrz będzie już totalnie niemożliwe – ale chyba właściciele zdają sobie sprawę, że w Polsce lato trwa łącznie jakiś tydzień i mają plan na tą okoliczność. 

A jeśli macie własne doświadczenia z tym lokalem – komentarze oddaję do waszej dyspozycji. Chwalcie, krytykujcie, opisujcie. Czas start.

PS: aha, jeśli ktoś ze znajomych mówił Wam, że to miejsce jest hipsterskie – potwierdzam, trochę jest. Ale nie aż tak, w końcu to ulica Śląska w Szczecinie a nie plac Zbawiciela w Warszawie. Więc bez stresu, rurki i Ray Bany zerówki nie są wymagane, ironiczny wąs również;)

4 komentarze na temat “176. Spalarnia Kultury – nie tylko dla hipstera [fajne miejsce w Szczecinie]

  1. Pingback: 208. Dużo formy, a ile w tym treści…? czyli Paul’s Fantasia [fajne miejsce w Szczecinie] | jestesmyfajni.pl w nowej, lepszej formie

  2. Ulica Śląska rzeczywiście się zmienia. Niezamieszkane kamienice nie są przeznaczone do wyburzenia. lecz są aktualnie rewitalizowane. Na rogu ul. Śląskiej i Obrońców Stalingradu ma być hotel.
    Jeśli zaś chodzi o bałagan na tyłach Spalarni Kultury, to przypuszczam, że chodzi o worki z kawą.
    W Spalarni sami wypalają kawę, którą serwują. Obok stoi zresztą maszyna do wypalania kawy.

    • Dzięki za informację Dariusz; mam tylko nadzieję, że po rewitalizacji te lokale trafią do odpowiednich ludzi a nie zostaną przeznaczone na mieszkania socjalne (co doprowadzi do ich szybszej lub wolniejszej ale pewnej degradacji).
      Co do bałaganu na tyłach spalarni – to być może to faktycznie były worki z kawą, być może obok nawet stała ta maszyna, ale jak ktoś robi lokal na gładko, białe ściany itp to niestety każda rzecz walnięta pod ścianą wygląda jak bałagan (nie, abym był jakimś wielkim przeciwnikiem bałagany, po prostu stwierdzam fakt). Może gdyby jakoś inaczej przearanżować ten kąt wrażenie było by inne?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.