333. Dlaczego Najlepszy jest najgorszy

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka, której nigdy w życiu bym nie przeczytał. Nie zrobił bym tego, bo zawsze unikam historii wybitnych sportowców, nie spodziewając się po nich niczego niezwykłego.

Szczerze – nie znajduje żadnej przyjemności, motywacji czy natchnienia w tym, że ktoś dał z siebie wszystko, wspinają się na wyżyny ludzkich możliwości a jako wsparcie mając tylko sztab trenerów, fizjoterapeutów, wsparcie fanów na całym świecie a po tym wszystkim musiał jeszcze poświęcić się ciężkiej harówce grania w reklamach za miliony dolarów i trzaskaniu zdjęć na Insta.

Wiem, że sam w życiu czegoś takiego bym nie osiągnął, bo jestem zbyt leniwy – i nawet nie mam sobie tego specjalnie za złe, bo wiem, że gdybym nawet bardziej się starał, to pewnie pokonały by mnie ograniczenia własnego organizmu, który z uporem godnym osła zamiast wysportowanym woli pozostawać w formie dosyć wysportowanego misia koala. Tylko nie tak słodkiego.

Dlatego też, gdy koleżanka z pracy podrzuciła mi książkę „Najlepszy” Łukasza Grassa, która opowiada historię Jerzego Górskiego – jednego z pierwszych polskich triathlonistów i człowieka, który ukończył najbardziej wymagające światowe imprezy spodziewałem się czegoś w tym stylu. I szczerze mówiąc – bardzo się myliłem. Nie miałem też racji, sądząc, że będzie to książka nudna, której nie doczytam do końca bo nie wytrzymam nudnych opisów treningów czy zawodów.

Nic z tych rzeczy, Łukasz Grass na podstawie historii Jerzego Górskiego stworzył naprawdę względnie ciekawą książkę, którą czyta się przyjemnie i szybko, o ile tylko czytanie o smutnych szarych czasach Polski lat 60-90tych ubiegłego wieku oglądanych przez pryzmat narkomana heroinisty może być przyjemne. A dodam, że chodzi o człowieka, który połowę życia spędził mieszkając w mieście, które nawet dzisiaj przygnębia ludzi, którzy tam mieszkają, lub przypadkowo zabłądzą, czyli w Legnicy. Serio, mi z Legnicy najbardziej podobał się parking pod marketem Aldi, bo mogłem na nim drzemać do woli siedząc w aucie. Niezapomniane wrażenia.

Tak, jeśli ktoś z Was nie zna historii z „Najlepszego” może być w tym momencie zdziwiony – kariera sportowa Jerzego Górskiego wcale nie była usłana różami a swojej młodości nie spędził on w salach biegowych klubów ani na bieżni. Uprawiał zgoła inne sporty, takie jak wąchanie kleju, ćpanie morfiny, heroiny (głównie jej polskiej, o wiele bardziej uzależniającej odmiany, zwanej swojsko polskim kompotem), picie na umór wódy, włamania do aptek… a to wszystko okraszone pobytami w więzieniu i dla odmiany w szpitalu psychiatrycznym i na wielu odwykach.

Być może dla niektórych, szczególnie tych, którzy wychowują dwójkę lub więcej dzieci brzmi to jak niedzielny spacerek przez park, i niektórzy nawet chętnie by się zamienili, ale dla mnie brzmi to jak niezły hardkor.

Niestety po przeczytaniu „Najlepszego”, który nie był wcale taką tragiczną książką, pozostał we mnie jakiś dziwny niesmak, jak po wypiciu jakiegoś niedobrego lekarstwa, albo po piwie z jakiegoś hipsterskiego browaru, które kosztowało 15 zł a smakowało jak woda wyciśnięta ze szmaty od podłogi.

Dlaczego Najlepszy jest najgorszy?

Ok, Jerzy Górski nie miał łatwego życia. Ok, ukończył te wszystkie maratony, Ironmany, pojedyncze, podwójne i połowiczne, biegi przez pustynie, po dnie oceanu, powierzchni Marsa i gdzie on jeszcze nie był. Prawda, wyszedł z nałogu narkotykowego i wszedł na wysoki poziom sprawności fizycznej. Szacunek, serio.

Tylko czy ksiażka o nim musi nas na każdym kroku przekonywać, że był on najzajebistszym człowiekiem na tej imprezie zwanej ziemią?

Serio, pisząc ten tekst trzymam książkę w ręku i otwieram na losowo wybranych stronach. W ośmiu na dziesięć miejsc na które natrafiłem bohater opisuje siebie zawsze jako człowieka najlepszego w tym co robił – najmocniej ćpał, najwięcej pił, nigdy się nie uginał, nie nadał na policji i w ogóle – nikt mu nigdy w kaszę nie dmuchał. Jak się nad tym zastanowić, to pewnie gdyby się zajął hodowlą jedwabników, to były by to bez dwóch zdań najlepsze jedwabniki na świecie

 

dwa obrazy w tekście dowodzą, że nie miałem pojęcia, jakie obrazy w nim umieścić

Nie kwestionuję sportowych osiągnięć Jerzego Górskiego, sam nie zbliżyłem się nawet do ułamka tego, co on zdołał w życiu osiągnąć.

Jednak po przeczytaniu tej książki mam bardzo silne wrażenie, że była to mieszanina dużej ilości szczęścia, bardzo dobrych genów, ogromnej! życzliwości ludzi, których napotkał na swojej drodze i paradoksalnie – siermiężnych czasów, w których przyszło mu robić pierwsze kroki w swojej sportowej karierze.

Dlaczego? Ano dlatego, że dziś wszystko opiera się w wiele bardziej o pieniądz i nie sądzę, aby anonimowy narkoman z Monaru, który gdzieś tam sobie biega mógł tak po prostu dostać się do Polskich mistrzów sportu i jeszcze uzyskać ich przychylność. Nie mówię, że to niemożliwe ale zapewne w wielu miejscach odbił by się już na poziomie sekretariatu klubu.

Naturalnie – Jerzy Górski nie osiągnął by niczego gdyby nie jego wielkie samozaparcie. Ale z drugiej strony – czy pomijając warunki fizyczne (które Górski miał doskonałe, mimo, iż przez wiele lat próbował wykończyć swój organizm na tak wiele różnych sposobów) sportowy sukces łatwiej było by osiągnąć komuś, kto poza aktywnością w Monarze nie ma w życiu większych obowiązków, czy może pracującej marce dwójki dzieci?

Może dla wielu z Was zabrzmi to jak herezja, ale mi jednak wydaje się, że ciężej było by Matce Polce,  a to dlatego, że normalny człowiek nie ma po prostu szans poświęcić całego życia swojej pasji – nie ważne czy jest nią bieganie, czy wychowywanie życia, czy chociażby picie czerwonego wina. Zawsze w pewnym momencie nadejdzie ten przykry moment, gdy rzeczywistość zajdzie nas od tyłu i kopnie w dupsko krzycząc do ucha – CZAS ZEJŚĆ NA ZIEMIĘ.

Górski, chociaż przez wiele lat sam się do tej ziemi zapędzał, to potem trafił na tak dobrych i życzliwych ludzi, że gdy już wreszcie odnalazł się w bieganiu i rozwinął skrzydła – nikt go na tą ziemię nie ściągał.  Pewnie, wyobrażam sobie, że gdzieś tam, po drodze napotkał też wiele przeciwności, o których w książce nie napisano, ale ostatecznie zawsze, dzięki pomocy innych udało mu się je przezwyciężać.

I dlatego uważam, że ta książka mogła by się spokojnie zmieścić na kilku stronach formatu A4, na których Jerzy Górski dziękuję wszystkim, którzy mu w życiu pomogli. Tylko wtedy ta historia nie  sprzedała by się tak dobrze w księgarniach i salach kinowych.

Na koniec tego tekstu, jeśli jeszcze nie zdjęło Was święte oburzenie – BO KRYTYKUJE BO PEWNIE ZAZDROŚCI – muszę zaznaczyć, że nie zazdroszczę.

Prawdę mówiąc (stali czytelnicy bloga powinni to wiedzieć) to nigdy nie miałem większych ambicji na łamanie własnych ograniczeń i zapisywanie się na kartach historii. Nie mam do tego predyspozycji, nie jestem jak Jerzy Górski. Jego nie wykończyła wódka, morfina, więzienie i heroina – mnie powoli mordują czekoladowe batony, pizza, cola i hamburgery.

Nie zazdroszczę kariery ani pieniędzy (nawet nie wiem, czy ten człowiek jest w ogóle majętny).

Nie znam Jerzego Górskiego i całą wiedzę o nim czerpię tylko z tej książki i kilku filmów i artykułów, które sprawdziłem, pisząc ten tekst, więc nie traktujcie tego tekstu jako osobistego ataku. Uważam jedynie, że książka przedstawia go jako człowieka zadufanego w sobie, bez dystansu do własnej osoby, zapatrzonego w swoje sukcesy i zapominającego o tych, dzięki którym mógł osiągnąć to co osiągnął. Nie lubię takich osób i takie zachowanie zawsze mnie denerwuje – nieważne czy to u gwiazd, sportowców, czy ludzi, wśród których obracam się na co dzień.

Fałszywa skromność? Jest denerwująca, ale jeszcze gorszy jest całkowity jej brak, a tak właśnie przeczytana przeze mnie książka przedstawia Górskiego.

I to właśnie dlatego uważam, że Najlepszy jest najgorszy.

Ps: Do tych z Was, którzy myślą sobie, że idiota ze mnie, nie doceniam siły, zaangażowania, uporu, bo nie wiem jak to jest wyjść z narkomanii, alkoholizmu i tych wszystkich strasznych rzeczy. Macie rację, nie wiem. Ale jestem pewien, że Wy też ;) 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.