280. Ponad granicami stwierdzić, że czas na zmiany.. czyli o 2 Transgranicznym Półmaratonie słów kilka

2 półmaraton transgraniczny gryfino nabrzeże wersja dla turystów
2 półmaraton transgraniczny gryfino nabrzeże wersja dla turystów

Czas leci a my jak małe dzieci… mógłbym powiedzieć, wspominając niedawny, 2 Transgraniczny Półmaraton w Gryfinie. W końcu od ostatniego biegu minął już rok, a ja nadal niczego się nie nauczyłem…

Tak moi drodzy, człowiek głupim się rodzi i głupim umiera a biegacz głupim startuje i głupim oraz w dodatku zmęczonym finiszuje. Takie podsumowanie biegu było by w zupełności wystarczające, ale że są na tym świecie osoby (naliczyłem cztery) które chciały by przeczytać nieco dłuższy tekst, to oto przed Wami..

2 Transgraniczny Półmaraton Doliną Dolnej Odry – relacja do bólu prawdziwa

Przede wszystkim – po z trudem pokonanym, niedawnym 9 Półmaratonie poznańskim wydawało by się, że w końcu pójdę po rozum do głowy i zabiorę się za treningi. Nic bardziej mylnego – najpierw pielęgnowałem swoje zmęczenie…

my precious mój skarb

a potem przyszły obowiązki, wyjazdy służbowe i tak od słowa do słowa od Poznania trenowałem niewiele. Naturalnie, na każdy wyjazd zabierałem ze sobą buty i strój do biegania (hahahaha-ha) aby wieczorami stwierdzić, że jestem zmęczony / praca czeka / dziwnyyy jest teeeeeen świaaaat i z tego powodu nie ma akurat czasu na trening.

Dość napisać, że przez ostatnie 7 dni przed Gryfinem nie przebiegłem ani jednego kilometra a za to pokonałem ich ponad 1000 siedząc na dupie w samochodzie. Prawda, że idealne przygotowania?

Ale dość tego marudzenia (wiem, ostatnio za wiele w moich tekstach narzekania). teraz…

Jedziemy na wycieczkę…

Gryfino ma to do siebie, że chociaż leży bardzo blisko Szczecina (potwierdzają to ludzie, którzy codziennie dojeżdżają stamtąd do pracy) to gdy się do niego spieszysz to złośliwie odsuwa coraz dalej i dalej. Niby krótka, kilkunasto kilometrową trasa Radziszewo – Gryfino potrafi zająć niepokojąco dużo czasu, bo a to nauka jazdy, a to ktoś testuje cierpliwość kierowców za nim sprawdzając, jak to jest jechać 10 km mniej niż pozwalają znaki a to jakiś orszak weselny z Czepina…

Szczęśliwie tym razem wyjechaliśmy odpowiednio wcześnie, więc nie było stresu podczas odbierania numeru startowego (w tym roku nie dałem się nabrać i od razu szukałem biura zawodów w szkole a nie na nabrzeżu). Odbiór numeru przebiegł sprawnie, dzięki dobrej organizacji i licznej reprezentacji wolontariuszy.

2 półmaraton transgraniczny gryfino wydawanie numerów

kiedyś takie sale gimnastyczne to były dla mnie komnaty tortur. Teraz wkraczam na luziku, jak do siebie

W pakiecie znalazłem fajną chustę typu buff, koszulkę od New Balance (lubię czerwone koszulki!) oraz kilka fajnych dodatków, których nigdy jeszcze nie wykorzystałem, typu wejściówka na Lagunę.

Po przypięciu numeru startowego i zamontowaniu chipa pozostała jeszcze spokojna godzina na zwiedzanie Gryfina (5 minut i odfajkowane) i szybki przelot po festynie, który powoli rozkręcał się w okolicach startu.

była zjeżdżalnia…

2 półmaraton transgraniczny gryfino zjeżdżalnia

a nawet kilka..

…Powoli rozkładała się gastronomia (na razie świadomie olewam, zaraz bieg, trzeba mieć lekki żołądek)…

2 półmaraton transgraniczny gryfino zjeżdżalnia gastro

na gastro będzie czas po biegu

Stała potężna scena, namiot New Balance, wesołe miasteczko (wersja Cygan-Style, więc trochę strach jeździć na karuzeli, ale czego się nie robi dla dobrej zabawy) ogólnie wszystko na tip-top.

2 półmaraton transgraniczny gryfino strefa startu

Jedynie ludzi trochę brakowało, ale powoli zaczynali się schodzić i impreza szybko się rozkręcała. Ci, którzy gustowali w trochę bardziej nudziarskich sposobach spędzania wolnego czasu mogli się porozgrzewać (nuuuudaaaaaa) albo po prostu kontemplować piękne okoliczności przyrody – bo co jak co, ale klimat Gryfińskiego nabrzeża jest genialny.

2 półmaraton transgraniczny gryfino nabrzeże wersja dla turystów

wersja dla turystów

2 półmaraton transgraniczny gryfino nabrzeże wersja dla swojaków

i wersja dla swojaków

Dość zwiedzania, czas biegania

Zawsze powtarzam, że to co dobre szybko się kończy, więc starczy już tych wycieczek krajoznawczych po Gryfinie, czas stanąć na starcie. Tym razem strefa dla uczestników została dokładnie wydzielona, dzięki czemu nie plątało się po niej (zbyt wiele) postronnych osób.

2 półmaraton transgraniczny gryfino nabrzeże strefa startu

Biegaczy na półmaraton zapisało się moim zdaniem dość mało (356 opłaconych uczestników, na dychę 100 osób więcej) przez co w strefie startu nie było ciasno. Poza pierwszymi miejscami naturalnie, tam jak zawsze atmosfera przypominała puszkę sardynek. Te dziesięć minut oczekiwania minęło jak z bicza strzelił, wiec gdy padł sygnał na odliczanie do startu byłem nawet delikatnie zaskoczony (to już?).

2 półmaraton transgraniczny gryfino nabrzeże start

niby niecałe 400 osób, ale jednak to całkiem sporo biegaczy

W dodatku zacięło mi się Endomondo! Nie ważne ile razy bym klikał start, nic się nie działo. Już chciałem krzyczeć STOOOP, ODWOŁUJEMY BIEG, TRZEBA PRZESUNĄĆ START – ale szczęśliwie przytomny umysł podpowiedział restart aplikacji i już lecę z Endo. Chwila strachu, ach, adrenalina skoczyła ;).

Tu małe zboczenie (nie, to nie to co myślicie) z tematu. 20 minut po półmaratończykach startowali biegacze na 10 kilometrów, którzy z racji krótszej trasy kończyli (w większości) szybciej niż ci, którzy mieli do pokonania 21 kilometrów. Siłą rzeczy nie mam więc nic do powiedzenia o ich biegu, ale wierzę, że był równie udany co półmaraton.

Dosyć jednak zboczeń, bo oto biegniemy.

2 półmaraton transgraniczny gryfino pirrwsza prosta

Jak zawsze, na początek wszyscy uczestnicy musieli się zmierzyć z długą, bo ponad 3,5 kilometrową prostą przecinającą polsko – niemiecką granicę.

2 półmaraton transgraniczny gryfino pirrwsz granica

Nie wiem czy to celowy zabieg, oszczędność, czy po prostu mój umysł, który zawsze ma głupie skojarzenia ale to, że po polskiej stronie jest bruk a po niemieckiej równy asfalt zawsze mnie rozśmiesza.

2 półmaraton transgraniczny gryfino polska

jeszcze Polska…

2 półmaraton transgraniczny gryfino niemcy

a tu już Niemcy

W ogóle, po przekroczeniu granicy zaczyna się nieco inny świat, o czym pisałem już wielokrotnie przy okazji Transgranicznego Festiwalu Biegowego – niemieckie Mescherin to po prostu wioska jak z bajki i jeszcze dużo wody upłynie w Odrze do czasu gdy i u nas wszystko będzie tak wyglądać.

2 półmaraton transgraniczny gryfino podbieg

przede mną trzech śmiałków 

W Mescherin na uczestników czeka też pierwszy ostry podbieg i to z gatunku tych wykańczających – całe szczęście, że niezbyt wysoki.

Podbiegi zawsze były moją piętą achillesową – niby napieram na nich jak mała lokomotywa (znaczy się ciężko, cały mokry i sapie) ale gdy tylko się kończą, czuje się wykończony i ledwo zipię. Szczęśliwie chwile potem startował delikatny spadek a na nim punkt z wodą (dla szóstkowiczów : das Wasser)

2 półmaraton transgraniczny gryfino zaraz woda

 zaraz będzie woda

a kawałek dalej trasa wchodziła w las, uwalniając uczestników od majówkowego upału.

A w lesie bieg był niczym innym jak przyjemnością a przynajmniej do 10 kilometra. Trasa, tak jak rok temu dokładnie w połowie zawracała, więc gdzieś na wysokości 8 kilometra zaczęli mnie mijać pierwsi biegacze, którzy byli już na powrocie. Niby szczęściarze, bo będą szybciej na mecie i krócej się męczą – ale jakoś się zbytnio nie uśmiechali. Nie mieli czasu.

2 półmaraton transgraniczny gryfino najszybsi

biegną tak szybko, że aż się rozmazali

Zaraz przed miejscem, w którym trasa zawracała znalazło się miejsce na kolejny punkt nawodnienia…

2 półmaraton transgraniczny gryfino znowu woda

zaraz chwycę wodę.. powiedzieć Dziękuję czy Danke ?

I już można zawracać.

2 półmaraton transgraniczny gryfino rumaki

z tyłu szeryfowie na rumakach, Pani z numerem 693 załapała się przypadkiem

W tym roku tego miejsca nie pilnowała Polizei tylko lokalni szeryfowie i ich lśniące rumaki (po niemiecku: das Fahrrad). A skoro już przy rumakach jesteśmy, to zaniepokoiłem się brakiem koni na pastwisku przy trasie biegu. W zeszłym roku były, dopingowały. W tym roku nic, nie rozstawiły nawet żadnego transparentu. Ech, upada duch kibicowania…

Na powrocie jeszcze jedna wizyta w punkcie z wodą. Piję tą wodę jak nie przymierzając koń, bo brzuch powoli zaczyna wysyłać sygnały – JESTEM GŁODNY! Widać lekkie śniadanie okazało się za lekkie. Burczenie dochodzące z okolic pępka staje się coraz bardziej nachalne. Jako, że biegniemy przez las to budzą się we mnie obawy, że te dźwięki mogą wywabić niedźwiedzie, które budzą się powoli z zimowego snu albo co gorsza niemieckie kobiety (nie wiem co gorsze) więc zalewam głód wodą i izotonikiem z bidonu (przysięgam, po 10 kilometrach nienawidzę już tego pomarańczowego smaku, ale co począć).

Głód podczas biegu to niełatwa sprawa. Nigdy wcześniej go nie doświadczyłem (serio) a przynajmniej nie w takim nasileniu. Biegnąc myślę tylko o kebabie, kurczaku z rożna, cheesburgerach albo przynajmniej pajdzie ze smalcem, która wiem, że czeka na mnie na mecie. Myśli nie pomagają, czuję coraz większe ssanie, fuj, ten izotonik jest już normalnie nie do przełknięcia. Ale piję. I cierpię. I piję. Dalej burczy.

2 półmaraton transgraniczny gryfino z powrotem

Droga Z POWROTEM do złudzenia przypomina drogę TAM, z tą różnicą, że jest dokładnie odwrotna. Ja koncentruję się na dotarciu do końca lasu (obiecuję sobie, że wtedy przyspieszę, ostatecznie nie przyspieszam). Tutaj mini odmiana – zamiast łamać nogi zbiegając w drugą stronę hardkorowego podbiegu organizatorzy poprowadzili trasę delikatniejszym, przyjemnym dla nóg zbiegiem. Pozdrowienia dla wolontariusza, który na końcu tegoż zbiegu dzielnie kierował wszystkich na prawo, co by się nikomu nie walnęło. Jeśli to czytasz kolego, to pewnie i tak nic nie rozumiesz, bo wyglądałeś mi na Niemca (a jeśli jednak jesteś Polakiem, to wybacz tą wybitną zniewagę).

Tutaj mała dygresja – cała trasa, choć pozbawiona (poza jednym) ostrych podbiegów była dość zdradziecka, prowadząc a to w górę a to z górki – niby nie widziało się tego w oczach ale zdecydowanie czuło w nogach.

potem już tylko dotrzeć do mostu..

2 półmaraton transgraniczny gryfino z most

i znowu ta mordercza prosta.

Słowo daję, na tych ostatnich kilku kilometrach wielokrotnie myślałem czy przypadkiem nie stanąć, nie przejść do marszu, zadzwonić po taksę albo w ogóle rzucić to bieganie w cholerę. Prosta ciągnąca się aż po horyzont szalenie demotywuje – biegniesz, biegniesz a tu końca nie widać. Patrzenie pod nogi średnio pomaga – nie potrafię tak biec, bo zaczynam się potykać o własne stopy. Ostatecznie starałem się patrzeć nie dalej niż daszek własnej czapki – trochę pomagało.

Gdyby to były wspomnienia z pola walki, napisał bym śmiało, że na tej drodze poległo wielu dobrych towarzyszy broni. Widziałem sporo osób, które przechodziły do marszu zniechęcone perspektywą niekończącego się (no, prawie) biegu w przód.

2 półmaraton transgraniczny gryfino z most (2)

Dlatego pojawienie się najpierw wieży kościoła a potem mostu powitałem z radością. To już prawie koniec! Most, mała pętelka aby dokręcić ostatnie kilkaset metrów i JEST, JEST UPRAGNIONA…

Meta – może czas coś zmienić?

Dawno żaden półmaraton tak mnie nie wymęczył. Zostałem zmemłany, zmielony, przeżuty i wypluty. Dałem radę, nie stanąłem, ale na mecie czułem się naprawdę bardzo kiepsko.

Jaki z tego morał? Po latach obstawania przy swoim muszę chyba ze smutkiem przyznać, że moja strategia pod tytułem „miej wyjebane a będzie ci dane” nie przynosi chyba oczekiwanych rezultatów. Chcąc osiągać jakikolwiek progres muszę chyba pomyśleć o intensywniejszych treningach, lepszej diecie i ogólnie delikatnym wzięciu się w garść.

Wiem, że dla czytelników tego bloga takie stwierdzenia mogą być szokujące, ale to prawda. Czas coś zmienić!

2 półmaraton transgraniczny gryfino smalec

ale to od jutra, bo na razie wcinam chleb ze smalcem

Na mecie festyn trwa już w najlepsze. Rozkręciła się gastronomia (największa kolejka naturalnie do smalcu – szczerze mówiąc – średni był), leje się piwo, wesołe miasteczko hula na całego. I fajnie, bo dzięki temu takie imprezy jak Biegowy Festiwal Transgraniczny nie będą się jawić mieszkańcom jako „a jacyś tam biegacze biegajo panie” – tylko jako dobra okazja na spędzenie czasu z rodziną czy znajomymi – nawet jeśli ze sportów uprawia się tylko ćwiczenie bicka podczas podnoszenia piwa do ust.

Ale ale – pisząc, że czas coś zmienić nie miałem na myśli tylko swojego nastawienia.

Choć Transgraniczny Festiwal Biegowy oceniam jak zawsze bardzo wysoko, organizację uważam za doskonałą a wszystko było moim zdaniem idealnie dopięte, to pomimo tego uważam, że sama trasa biegu zasługuje powoli na jakaś zmianę.

Wiem, że to dopiero drugi półmaraton i podczas mojej biegowej kariery to również drugi bieg na 10 km biegnący po tej samej trasie, ale uważam, że stali uczestnicy mogą powoli zacząć wyczekiwać jakiejś odmiany.

Trasa, choć bardzo urokliwa i wymagająca zarazem staje się nudna (szczególnie, że podczas każdego biegu pokonuje się ją de facto dwa razy) – dobrze, że chociaż strefa startu jest co roku nieco przerabiana.

Ja sam często boleje nad tym, że z braku czasu i chęci na dalsze wyjazdy biegam w kółko na tych samych imprezach biegowych – i widzę, że takie nastawienie zaczyna się udzielać coraz większej ilości biegaczy – sporo osób już teraz mówi, że nie chce powtarzać co roku takich samych biegów.

Dlatego bieg dostaje ode mnie dziś mocne

8 na 10 punktów w skali fajności

ale jeśli za rok znowu będę musiał zawracać na nawrotce w tym samym miejscu w Gartz, to ocena będzie z pewnością dużo niższa.

A na sam koniec zarzucę Wam pytaniem – jakie jest Wasze zdanie o tandemach biegacz + rowerzysta, który przez całą trasę jedzie obok, robiąc zdjęcia, podtrzymując na duchu i przede wszystkim służąc jako mobilny punkt wydawania wody, napojów izotonicznych, żeli i tym podobnych? Pytam, ponieważ podczas wtorkowego biegu mogłem zaobserwować przynajmniej dwa takie „zespoły”, za jednym biegłem nawet przez większość trasy i choć mam na ten temat swoje zdanie, to najpierw chętni poznam Wasze. Piszcie w komentarzach, wrzucajcie swoje zdanie na facebooku.

I szykujcie siły na za rok, bo wierzę, że organizatorzy przygotują coś specjalnego. w końcu pewnie też czekali na relację ;) 

Może Ci się również spodoba

9 komentarzy

  1. małe jest wredne pisze:

    nie, zdecydowanie nie! jeśli inni biegacze potrafią przygotować się na to aby biec i radzić sobie z brakiem siły, zmęczeniem, zniechęceniem, pragnieniem itp itd, to dlaczego akurat ten/ ta osoba musi mieć to wsparcie? za slaby/słaba jest? to po cholerę się pcha na bieg? żeby poprzeszkadzać? bo rowerowe wsparcie często utrudnia bieg innym biegaczom (często oznacza że prawie w 100 procentach a nie czasami) tak jak i bieganie z psem. Nie mam nic przeciwko zwierzakom, ale plątający się pod nogami czworonóg to przesada.

  2. jacekEs pisze:

    hej Marta :)
    nie napisałem tego w tekście, ale mam takie samo zdanie. Wprawdzie akurat Bieg Transgraniczny to taki bardziej bieg wiejski niż miejski a to co nie jest zabronione to jest dozwolone (czyli i rowerowe wsparcie nie jest niedozwolone) to taki rowerzysta może sporo namieszać na trasie. Ja akurat biegłem za takim, który ogarniał temat i prawie w ogóle nie przeszkadzał (przez cały bieg może z kilkanaście sekund łącznie) ale jak się trafi na mniej ogarniętego to musi być MA-SA-KRA

  3. Basia pisze:

    Hej Jacku super tekst – ekstra zdjęcia, zastanawiam się jak je robisz w biegu? Komórką, czy innym urządzeniem? Mi rozłącza Endo jak próbuję coś pstryknąć.
    Dałeś radę i to jest najważniejsze, a i jeszcze koszulka, buff i inne gadżety z medalem włącznie – też warto!
    Mała dygresja: na koszulce z półmaratonu poznańskiego mam 9, to chyba już 9 a nie 8 edycja była?

    • jacekEs pisze:

      Basia – z tą 9 edycją naturalnie masz rację – już poprawiłem, dziękuje :)

      A Ty, biegłaś w Gryfinie?

      Zdjęcia z trasy robię telefonem – w poprzednim też mi się zdarzało, że się zawieszał – od niedawna mam nowy i wszystko działa jak trzeba – Endo rejestruje, aparat pstryka.. To chyba kwestia pamięci RAM, czy wystarcza jej dla różnych aplikacji.

      A co do biegu, to oczywiście masz rację – biegam dla swojej przyjemności i wyniki to sprawa, która jest dla mnie nawet nie drugo czy trzeciorzędna. Ale z drugiej strony – po tylu latach biegania zaczynam mieć apetyt na nieco chociaż lepsze wyniki… A samo się niestety nie zrobi :/

  4. Agata pisze:

    Gratuluje wytrwałości w maratonie! Ja bym chyba nie dała rady…

  5. Zdechła Gazela pisze:

    Jestem na nie jeśli chodzi o taki support. Wyobraź sobie coś takiego na dużej imprezie biegowej (np. poznański półmaraton). Nie dość że ciasno bo tyle osób to gdzie z rowerem jeszcze? Każdy by chciał mieć mobilny wodopój… Co innego na małych biegach. Rok temu biegłam Zielonkę i można było mieć wsparcie, ale tam startowało na dwóch dystansach łącznie max 200 osób i szybko każdy na trasie zostawał sam (zwłaszcza ci na 75 km). Było miejsce na rower, ale gdzie na biegu ulicznym.

  1. 31 maja, 2016

    […] mała dygresja (która to jużw tym tekście?) Wiem, że przy okazji ostatniego Biegu Transgranicznego pisałem, że imprezie przydała by się modyfikacja trasy bo ta, którą biegamy za każdym razem […]

  2. 1 października, 2016

    […] (bez nawrotki) po stałym dla tej imprezy szlaku, o którym pisałem już wielokrotnie – o, na przykład TUTAJ. Jako, iż Niemcy świętują dzień zjednoczenia nieco bardziej przaśnie niż Polacy 3 Maja, to […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: